Witajcie, Kochani. Od niedawna słucham audycji Pana Dawida i ks. Szymona. Cały czas uczestnicze w Novus Ordo, należę do wspólnoty Domowego Kościoła. Od pewnego czasu (do czego najpewniej przyczyniło się zapoznanie w ogólne z Tradycją Kościoła, o któej wcześniej niemal nie słyszałam) odczuwam niepokój.
Z jednej strony fakt, że należymy do wspólnoty Domowego Kościoła "uratował" nasze małżeństwo, nauczył nas wspólnej modlitwy i czytania Pisma Świętego, pokazał, jak przekazać wiarę naszemu Dziecku i w pewnym stopniu pomógł nam trwać przy sobie w trudnych chwilach (z Mężem staraliśmy się o dziecko 10 lat, a kiedy urodził się nasz Syn, dostaliśmy wiadomość o chorobie Męża). Z drugiej strony zaczyna mnie przytłaczac pewna ilość nadmiernych obowiązków: bycie we wspólnocie wiąże się ze spotkaniami, poza tym jednym z obowiązków jest wspieranie parafii w jej działaniach, co zaczyna kraść nam wspólny czas. i odciąga nas od siebie jako Małżonków i Rodziców (bo ciągle trzeba gdzieś biec i coś pomóc).
Do tego sama Msza Święta zaczyna być dla mnie czymś w rodzaju "przedstawienia" - Ksiądz, który podczas Mszy zamiast skupić się na Panu Bogu, przesyła uśmiechy (najpewniej z życzliwości), inny kapłan, który podczas Komunii mówi do Syna "To, co, robimy krzyżyk na czole..." , kazanie, w którym mówi się, że w niebie jest jak na urodzinach...
Z drugiej strony całe życie byłam wychowana w duchu posoborowym... Jak poznać, co jest Prawdą? Bo może moje wątpliowości to tylko pewien etap..? Kiedy rozmawiam o Bractwie z kapłanami "modernistycznymi", to tylko zbywają mnie, że przecież Bractwo neguje wszystko, co posoborowe...
Kiedy w Waszym życiu przyszedł taki moment, że wiedzieliście, która Droga jest Prawdziwa? Bo mimo kilku rzeczy, które według mojej intuicji są niewłaściwe w Novus Ordo, nie mogę powiedzieć, żebym bardziej skupiała się na człowieku niż na Bogu... Naszą naczelną zasadą jest: jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne jest na właściwym miejscu... Czy ktoś miał podobne doświadczenia / rozterki i mógłby się podzielić, jak sobie z nimi poradził?
Komentarze
Myślę, że Pani "przypadek" nie jest odosobniony. Pani sposób skupienia i rozumienia Mszy św. podczas obecności na NOM zawdzięcza Pani własnej religijności. Czci Pani Pana Boga pomimo licznych rozproszeń wpisanych w samą strukturę nowej Mszy. Trwa pani na modlitwie nie zważając na elementy, które ją zakłucają w kościołach posoborowych. Jednak to Panią męczy, niepokoi i uspokojenie nie przyjdzie, bo każdy kolejny rok, czy może proboszcz, przyniesie kolejne wypaczenia.
Porzucenie tego i całkowity zwrot ku tradycji jest bolesny tylko na początku, ale nagrodą jest całkowity spokój sumienia i radość do końca życia. Może na jakimś etapie Pani życia i Pani małżeństwa Pan Bóg użył takiego narzędzia jakim jest wspólnota, w której Pani się znalazła. Ale to tylko etap, na którym nie warto się zatrzymywać. Posoborowie coraz mocniej brnie w protestantym i w odstępstwo. W tym procesie nie widać nadziei ani na wyhamowanie, ani na odwrót. To już raczej przesądzone, że ratunkiem nie będzie "reforma reformy" tylko odbudowa, którą jest "wiosna tradycji katolickiej".
Na wszelkie rozterki duchowe polecam pani modlić się do Ducha Św. (litania, hymn). On pokaże pani, gdzie jest Prawda. Ja tak długo się modliłam. Odmówiłam też wiele Różańców w tej intencji. Początkowo chodziłam na Mszę raz do kościoła parafialnego, a raz do Bractwa. Długo broniłam Mszy posoborowej, ponieważ się na niej nawróciłam. Księża z Bractwa powiedzieli mi, że nie nawróciłam się dzięki NOM, ale pomimo uczestniczenia w niej. Po prostu Pan Bóg dał mi łaskę nawrócenia, a że wtedy nie znałam Mszy Trydenckiej...(wydaje mi się, że to dlatego, że wcześniej odmówiłam kilka Nowenn Pompejańskich. Tak sobie myślę, że to dzięki temu Matka Boża przyprowadziła mnie na Mszę Trydencką).
Teraz widzę, że 40 lat w kościele posoborowym dało mi niewiele pod względem duchowym i ludzkim w porównaniu z krótkim czasem uczestniczenia w Mszy Wszechczasów. Teraz chcę i pracuję nad swoimi wadami/grzechami. Chcę się zmieniać dla Pana naszego Jezusa Chrystusa.
Trzeba dużo nam czytać, aby móc zrozumieć. Na stronie wydawnictwa Tedeum znajdzie pani wiele pozycji. Podstawa to nauka Katechizmu Katolickiego oraz nauka o Mszy Św. Trydenckiej (ks. Cozel) . Wtedy dopiero człowiekowi otwierają się oczy i widzi jak posoborowe reformy wypaczyły i zniszczyły wiele, nie tylko Mszę Św. ale też np. małżeństwo itd.
Myślę, że wiele osób, rodzin miało podobne "przejście". Każdy wcześniej przecież był w Novus Ordo, bo przecież w tym stanie Kościoła wyrośliśmy. W nas (w sensie we mnie i moim mężu) wątpliwości rosły przez około 2 lata. Z ludzi szczerze zaangażowanych w życie Kościoła, w dodatkowe wydarzenia organizowane "obok", koncerty, akcje, wyjazdy, "pielgrzymki", "rekolekcje", zaczęliśmy kroczek po kroczku się z tego wycofywać, bo niemal za każdym razem uderzała nas herezja - mniejsza-większa, ale jednak. Sprzeczne komunikaty, teatr jednego aktora na Mszy Świętej, absurdalne kazania, kontakt z protestantami, którzy byli wszędzie tam gdzie działo się coś "większego" (czyt. koncerty, rekolekcje itp.)
Kazań tradycyjnych słuchaliśmy od dawna, ale był w nas opór. Tłumaczyliśmy sobie, że jeszcze mamy za małe dzieci, na tak "restrykcyjne" obrządki ;)
W końcu dotarliśmy. Właściwie bez większego przygotowania i dość znienacka. Trafiliśmy za sprawą mego brata na piknik rodzinny tradycji, który rozpoczynała Msza Święta cicha. Doznaliśmy szoku, że nasze dzieci (1,3,5,7 lat) stały tam jak zaczarowane. Kolejnego dnia była niedziela i wszyscy bez namysłu pojechaliśmy do kaplicy. Tam dopiero kupiliśmy modlitewnik i już. Nie było odwrotu :) W końcu mamy poczucie, że trafiliśmy do domu!
Z tego co widzę w swoim życiu, różne sytuacje pozornie z sobą nie powiązane prowadziły jedna do drugiej, mam na myśli drogę do Tradycji Katolickiej i sytuacje w obrębie różnych grup i wspólnot duszpasterstwa posoborowego. Teraz kiedy chodzę do Bractwa Piusa X wprawdzie krótko, jakies dwa miesiące, ale czuję się bezpiecznie, nie muszę się domyślać " co autor miał na myśli", nie muszę rozkminiać. Przychodzę i biorę czystą naukę. Mam nadzieję, że dane mi będzie chodzić nadal.
U mnie był moment przełomowy: rekolekcje ignacjańskie. Z serca Pani polecam. Najbliższy możliwy termin. Trzeba wybrać odpowiedni sztandar i do przodu!
Polecam filmiki pana Jacka Schmidta na temat Domowego Kościoła, Ruchu Światło Życie z którego go się ta wspólnota wywodzi itd. Wtedy zrozumie pani skąd mogą być te niepokoje. Polecam bardzo bardzo!!!