Myślę, że wiele osób, rodzin miało podobne "przejście". Każdy wcześniej przecież był w Novus Ordo, bo przecież w tym stanie Kościoła wyrośliśmy. W nas (w sensie we mnie i moim mężu) wątpliwości rosły przez około 2 lata. Z ludzi szczerze zaangażowanych w życie Kościoła, w dodatkowe wydarzenia organizowane "obok", koncerty, akcje, wyjazdy, "pielgrzymki", "rekolekcje", zaczęliśmy kroczek po kroczku się z tego wycofywać, bo niemal za każdym razem uderzała nas herezja - mniejsza-większa, ale jednak. Sprzeczne komunikaty, teatr jednego aktora na Mszy Świętej, absurdalne kazania, kontakt z protestantami, którzy byli wszędzie tam gdzie działo się coś "większego" (czyt. koncerty, rekolekcje itp.) Kazań tradycyjnych słuchaliśmy od dawna, ale był w nas opór. Tłumaczyliśmy sobie, że jeszcze mamy za małe dzieci, na tak "restrykcyjne" obrządki ;) W końcu dotarliśmy. Właściwie bez większego przygotowania i dość znienacka. Trafiliśmy za sprawą mego brata na piknik rodzinny tradycji, który rozpoczynała Msza Święta cicha. Doznaliśmy szoku, że nasze dzieci (1,3,5,7 lat) stały tam jak zaczarowane. Kolejnego dnia była niedziela i wszyscy bez namysłu pojechaliśmy do kaplicy. Tam dopiero kupiliśmy modlitewnik i już. Nie było odwrotu :) W końcu mamy poczucie, że trafiliśmy do domu!
Myślę, że wiele osób, rodzin miało podobne "przejście". Każdy wcześniej przecież był w Novus Ordo, bo przecież w tym stanie Kościoła wyrośliśmy. W nas (w sensie we mnie i moim mężu) wątpliwości rosły przez około 2 lata. Z ludzi szczerze zaangażowanych w życie Kościoła, w dodatkowe wydarzenia organizowane "obok", koncerty, akcje, wyjazdy, "pielgrzymki", "rekolekcje", zaczęliśmy kroczek po kroczku się z tego wycofywać, bo niemal za każdym razem uderzała nas herezja - mniejsza-większa, ale jednak. Sprzeczne komunikaty, teatr jednego aktora na Mszy Świętej, absurdalne kazania, kontakt z protestantami, którzy byli wszędzie tam gdzie działo się coś "większego" (czyt. koncerty, rekolekcje itp.) Kazań tradycyjnych słuchaliśmy od dawna, ale był w nas opór. Tłumaczyliśmy sobie, że jeszcze mamy za małe dzieci, na tak "restrykcyjne" obrządki ;) W końcu dotarliśmy. Właściwie bez większego przygotowania i dość znienacka. Trafiliśmy za sprawą mego brata na piknik rodzinny tradycji, który rozpoczynała Msza Święta cicha. Doznaliśmy szoku, że nasze dzieci (1,3,5,7 lat) stały tam jak zaczarowane. Kolejnego dnia była niedziela i wszyscy bez namysłu pojechaliśmy do kaplicy. Tam dopiero kupiliśmy modlitewnik i już. Nie było odwrotu :) W końcu mamy poczucie, że trafiliśmy do domu!