Rotmistrz Witold Pilecki – przyszły błogosławiony i rycerz Chrystusa Króla

19.01.2026

Rotmistrz Witold Pilecki – przyszły błogosławiony i rycerz Chrystusa Króla

Pełny portret heroicznej wiary

Gdy 25 maja 1948 roku o godz. 21.30 w piwnicy więzienia mokotowskiego padły strzały, Polska straciła jednego ze swoich największych synów. Kościół katolicki zyskał – choć jeszcze nie ogłosił tego oficjalnie – jednego z najczystszych świadków wiary XX wieku i kandydata na ołtarze, którego męczeństwo było świadomym, dobrowolnym i heroicznym aktem miłości do Chrystusa i Jego Kościoła.

Proces beatyfikacyjny Rotmistrza Witolda Pileckiego toczy się od 1990 roku. W 2008 diecezja warszawsko-praska formalnie otworzyła postępowanie, a akta znajdują się obecnie w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie. Dlaczego właśnie on? Bo całe jego życie było jednym wielkim „fiat” wypowiedzianym w piekle dwóch totalitaryzmów.

1. Dzieciństwo i młodość – fundament wiary

Urodzony 13 maja 1901 roku w Ołońcu na dalekiej północy Rosji (dokąd rodzina została zesłana za działalność niepodległościową), już jako dziecko słyszał od matki: „Módl się za Polskę i za tych, którzy za nią cierpią”. Wychowany na „Panu Tadeuszu”, Żywotach Świętych i codziennym Różańcu rodzinnym, przyjął wiarę jako coś oczywistego, ale nie sentymentalnego – jako obowiązek rycerza.

W Wilnie, gdzie rodzina osiadła po powrocie, należał do tajnego harcerstwa i do Sodalicji Mariańskiej. Jako student rolnictwa na Uniwersytecie Stefana Batorego i potem na UJ w Poznaniu nigdy nie opuścił niedzielnej Mszy świętej – nawet w czasie najcięższych studiów i ćwiczeń wojskowych.

2. Dobrowolna misja do Auschwitz – akt miłości heroicznej

19 września 1940 roku, podczas łapanki na warszawskim Żoliborzu, Pilecki pozwolił się aresztować. Miał przy sobie fałszywe dokumenty na nazwisko „Tomasz Serafiński” i jedną myśl: „Ktoś musi zobaczyć to piekło od środka i powiedzieć światu prawdę”.

W obozie (nr obozowy 4859) od pierwszych dni zaczął budować konspirację. ZOW – Związek Organizacji Wojskowej – miał pięć komórek: wywiadowczą, sabotażową, łączności, zaopatrzenia i… duszpasterską. Tak, już w 1940 roku Pilecki uznał, że walka o przetrwanie duszy jest równie ważna jak walka o przetrwanie ciała.

3. Tajne duszpasterstwo w Auschwitz – „Kościół na pryczach”

  • Baraki 17, 25 i 47 stały się miejscami tajnych Mszy świętych. Kapłanami byli m.in. o. Władysław Grohs de Rosenburg, ks. Franciszek Harazim i ks. Władysław Słodczyk.
  • Ołtarzem była dolna prycza, kielichem menażka, pateną blacha z kotła obozowego, winem woda zabarwiona burakiem cukrowym, hostią okruch chleba. Pilecki sam pilnował, by wszystko odbywało się w absolutnej ciszy.
  • W Wielką Sobotę 1942 roku zorganizował w bloku 17 Wigilię Paschalną. Z patyków i sznurka zrobiono krzyż, z bibułki czerwonej – lampki. O północy kilkuset więźniów śpiewało cichutko „Chrystus zmartwychwstał jest”. Esesmani uznali to później za „największą konspirację duchową” w historii obozu.
  • W 1941 roku zdobył kilka hostii (przez więźnia pracującego w kuchni SS). Podzielił je na ponad 80 mikroskopijnych cząstek i w nocy, chodząc od pryczy do pryczy, udzielał Komunii świętej, szepcząc: „Ciało Chrystusa”. Wielu świadków zeznawało później w procesie beatyfikacyjnym, że w tym momencie „przestawali czuć głód, zimno i strach”.

4. Osobista obrona kapłanów

  • Gdy w 1942 roku rozpoczęto akcję eksterminacji duchownych polskich, Pilecki rozkazał swoim ludziom w ZOW-ie fizyczną osłonę księży podczas apeli – stawali w taki sposób, by zasłaniać ich własnymi ciałami.
  • Dzięki jego interwencjom uratowano m.in. ks. Jana Machę (późniejszego błogosławionego), ks. Adama Skrzydlewskiego i wielu innych.
  • Sam klęczał przy umierających kapłanach i głośno (w obecności esesmanów!) odmawiał z nimi akt żalu doskonałego – co było równoznaczne z wyrokiem śmierci.

5. Powstanie Warszawskie i dalsza posługa

W Powstaniu walczył w zgrupowaniu „Chrobry II” jako zwykły strzelec (pseudonim „Roman”). Po kapitulacji odmówił pójścia do niewoli niemieckiej jako oficer – wolał zostać z rannymi żołnierzami i cywilami.

W 1945 roku, już jako emisariusz „NIE” i 2. Korpusu Polskiego, wrócił do Polski. W 1946 roku – mimo że był poszukiwany listem gończym – przemycił z Włoch relikwie św. Andrzeja Boboli (w puszce po konserwach mięsnych). Wiedział, że relikwie męczennika jezuity staną się znakiem nadziei dla zniewolonego narodu.

6. Ostatnia misja – świadectwo w stalinowskim więzieniu

Aresztowany 8 maja 1947 roku, był bestialsko katowany przez oficerów UB (m.in. przez Różańskiego i Humerę). W celi śmierci na Rakowieckiej prowadził regularną katechezę: uczył modlitw, wyjaśniał tajemnice Różańca, spowiadał „z powietrza” (udzielał rozgrzeszenia w niebezpieczeństwie śmierci).

Współwięzień Zdzisław Najder wspominał:
„Rotmistrz był dla nas w celi jak kapłan. Gdy nas bito, powtarzał: «Ofiarujcie to cierpienie za Polskę i za nawrócenie oprawców»”.

W czasie procesu, gdy sędzia zapytał, dlaczego nie chce współpracować z „nową Polską”, Pilecki odpowiedział głośno:
„Jestem katolikiem i żołnierzem Chrystusa Króla. Nie uznaję władzy, która walczy z Bogiem i Kościołem. Wolę umrzeć niż zdradzić”.

7. Męczeńska śmierć

25 maja 1948 roku, prowadzony na egzekucję korytarzem X pawilonu, głośno odmawiał:
„Jezu, Maryjo, Józefie, święta Rodzino Nazaretańska, w godzinę śmierci mojej bądźcie ze mną”.
Tuż przed strzałem w tył głowy przeżegnał się szerokim, wyraźnym znakiem krzyża – w komunistycznym więzieniu był to akt najwyższej odwagi religijnej.

Prokurator Witold Gatner, obecny przy egzekucji, miał powiedzieć do kata:
„Zastrzeliliśmy świętego”.

8. Dlaczego właśnie błogosławiony i męczennik?

Kościół bada obecnie, czy Pilecki oddał życie in odium fidei – z nienawiści do wiary katolickiej. Odpowiedź jest oczywista:

  • naziści chcieli go zniszczyć jako polskiego katolika i żołnierza AK,
  • komuniści – jako „watykańskiego szpiega” i „fanatycznego katolika”.

Jego życie było heroicznym urzeczywistnieniem wszystkich cnót teologalnych i moralnych:

  • Wiara – w piekle Auschwitz odnajdywał Boga tam, gdzie inni Go tracili,
  • Nadzieja – nigdy nie zwątpił w zmartwychwstanie Polski i Kościoła,
  • Miłość – oddał życie trzykrotnie: w Auschwitz, w Powstaniu i na Mokotowie,
  • Męstwo, roztropność, sprawiedliwość i umiarkowanie – w stopniu najwyższym.

„Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu” – zwykł mawiać.
Dał wszystko: wolność, zdrowie, rodzinę, życie.

Teraz kolej na nas.
Czas, by Kościół ogłosił to, co wielu już wie od dawna:

Błogosławiony Witoldzie Pilecki,
męczenniku za wiarę katolicką i za Polskę,
rycerzu Chrystusa Króla i Niepokalanej,
módl się za nami i za naszą Ojczyznę.

Ora pro nobis.

Komentarze