Rotmistrz Witold Pilecki – przyszły błogosławiony i rycerz Chrystusa Króla
Pełny portret heroicznej wiary
Gdy 25 maja 1948 roku o godz. 21.30 w piwnicy więzienia mokotowskiego padły strzały, Polska straciła jednego ze swoich największych synów. Kościół katolicki zyskał – choć jeszcze nie ogłosił tego oficjalnie – jednego z najczystszych świadków wiary XX wieku i kandydata na ołtarze, którego męczeństwo było świadomym, dobrowolnym i heroicznym aktem miłości do Chrystusa i Jego Kościoła.
Proces beatyfikacyjny Rotmistrza Witolda Pileckiego toczy się od 1990 roku. W 2008 diecezja warszawsko-praska formalnie otworzyła postępowanie, a akta znajdują się obecnie w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie. Dlaczego właśnie on? Bo całe jego życie było jednym wielkim „fiat” wypowiedzianym w piekle dwóch totalitaryzmów.
1. Dzieciństwo i młodość – fundament wiary
Urodzony 13 maja 1901 roku w Ołońcu na dalekiej północy Rosji (dokąd rodzina została zesłana za działalność niepodległościową), już jako dziecko słyszał od matki: „Módl się za Polskę i za tych, którzy za nią cierpią”. Wychowany na „Panu Tadeuszu”, Żywotach Świętych i codziennym Różańcu rodzinnym, przyjął wiarę jako coś oczywistego, ale nie sentymentalnego – jako obowiązek rycerza.
W Wilnie, gdzie rodzina osiadła po powrocie, należał do tajnego harcerstwa i do Sodalicji Mariańskiej. Jako student rolnictwa na Uniwersytecie Stefana Batorego i potem na UJ w Poznaniu nigdy nie opuścił niedzielnej Mszy świętej – nawet w czasie najcięższych studiów i ćwiczeń wojskowych.
2. Dobrowolna misja do Auschwitz – akt miłości heroicznej
19 września 1940 roku, podczas łapanki na warszawskim Żoliborzu, Pilecki pozwolił się aresztować. Miał przy sobie fałszywe dokumenty na nazwisko „Tomasz Serafiński” i jedną myśl: „Ktoś musi zobaczyć to piekło od środka i powiedzieć światu prawdę”.
W obozie (nr obozowy 4859) od pierwszych dni zaczął budować konspirację. ZOW – Związek Organizacji Wojskowej – miał pięć komórek: wywiadowczą, sabotażową, łączności, zaopatrzenia i… duszpasterską. Tak, już w 1940 roku Pilecki uznał, że walka o przetrwanie duszy jest równie ważna jak walka o przetrwanie ciała.
3. Tajne duszpasterstwo w Auschwitz – „Kościół na pryczach”
4. Osobista obrona kapłanów
5. Powstanie Warszawskie i dalsza posługa
W Powstaniu walczył w zgrupowaniu „Chrobry II” jako zwykły strzelec (pseudonim „Roman”). Po kapitulacji odmówił pójścia do niewoli niemieckiej jako oficer – wolał zostać z rannymi żołnierzami i cywilami.
W 1945 roku, już jako emisariusz „NIE” i 2. Korpusu Polskiego, wrócił do Polski. W 1946 roku – mimo że był poszukiwany listem gończym – przemycił z Włoch relikwie św. Andrzeja Boboli (w puszce po konserwach mięsnych). Wiedział, że relikwie męczennika jezuity staną się znakiem nadziei dla zniewolonego narodu.
6. Ostatnia misja – świadectwo w stalinowskim więzieniu
Aresztowany 8 maja 1947 roku, był bestialsko katowany przez oficerów UB (m.in. przez Różańskiego i Humerę). W celi śmierci na Rakowieckiej prowadził regularną katechezę: uczył modlitw, wyjaśniał tajemnice Różańca, spowiadał „z powietrza” (udzielał rozgrzeszenia w niebezpieczeństwie śmierci).
Współwięzień Zdzisław Najder wspominał:
„Rotmistrz był dla nas w celi jak kapłan. Gdy nas bito, powtarzał: «Ofiarujcie
to cierpienie za Polskę i za nawrócenie oprawców»”.
W czasie procesu, gdy sędzia zapytał, dlaczego nie chce
współpracować z „nową Polską”, Pilecki odpowiedział głośno:
„Jestem katolikiem i żołnierzem Chrystusa Króla. Nie uznaję władzy, która walczy
z Bogiem i Kościołem. Wolę umrzeć niż zdradzić”.
7. Męczeńska śmierć
25 maja 1948 roku, prowadzony na egzekucję korytarzem X
pawilonu, głośno odmawiał:
„Jezu, Maryjo, Józefie, święta Rodzino Nazaretańska, w godzinę śmierci mojej
bądźcie ze mną”.
Tuż przed strzałem w tył głowy przeżegnał się szerokim, wyraźnym znakiem krzyża
– w komunistycznym więzieniu był to akt najwyższej odwagi religijnej.
Prokurator Witold Gatner, obecny przy egzekucji, miał
powiedzieć do kata:
„Zastrzeliliśmy świętego”.
8. Dlaczego właśnie błogosławiony i męczennik?
Kościół bada obecnie, czy Pilecki oddał życie in odium fidei – z nienawiści do wiary katolickiej. Odpowiedź jest oczywista:
Jego życie było heroicznym urzeczywistnieniem wszystkich cnót teologalnych i moralnych:
„Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu” – zwykł
mawiać.
Dał wszystko: wolność, zdrowie, rodzinę, życie.
Teraz kolej na nas.
Czas, by Kościół ogłosił to, co wielu już wie od dawna:
Błogosławiony Witoldzie Pilecki,
męczenniku za wiarę katolicką i za Polskę,
rycerzu Chrystusa Króla i Niepokalanej,
módl się za nami i za naszą Ojczyznę.
Ora pro nobis.
Komentarze
"Starałem się żyć tak, abym w godzinie śmierci mógł się raczej cieszyć a nie lękać"- to było motto życiowe tego prawdziwie bożego sługi, dziecka bożego i męczennika. Książeczkę "O naśladowaniu Chrystusa" T. Kempisa jest jak najbardziej warta uwagi, dla każdego katolika, który chce wzrastać w wierze.
Bardzo dziękuję za ten wpis. Musimy pamiętać o wielkich, polskich bohaterach