Katolicy na filmach w kinie

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Dwa dni temu oglądnęliśmy z żoną film "Objawienie". Często chodzimy do kina, filtrując to, co obejrzymy. Niestety - w repertuarze kin nie ma prawie żadnego wyboru - są albo dziecinne bajki, albo niemoralne kino. Możemy co prawda nie oglądać scen erotycznych - nikt nas nie może zmusić do trzymania oczu otwartych - ale przesłanie samo w sobie, jest - łagodnie rzecz ujmując - masońsko-żydowskie. W najlepszym wypadku treści są zgodne z ideałami kościoła synodalnego. Rzadko w kinie pojawiają się prawdziwie katolickie treści. Nawet ostatni film o Sercu Jezusowym przesiąknięty jest novusem.
Idziemy, żeby mieć możliwość pójść gdziekolwiek razem i oderwać się na chwilę od dzieci, tym bardziej, że nie mamy możliwości uczęszczać do teatru - który nie może poszczycić się wcale lepszym niż kino repertuarem.

W trakcie ostatniego seansu filmu wspomnianego na początku, zaczęliśmy się źle czuć - ja i żona równocześnie. Jedząc popcorn, nie przechodził przez gardło - dwukrotnie zastanawiałem się, czy nie będę musiał opuścić budynku, albo czy nie zakończę w ten dzień swojego żywotu. Zwęziły nam się krtanie, ciężko nam było oddychać. Z różnym natężeniem, trwało to do końca filmu.
Zwróciłem uwagę obsłudze, że być może klimatyzacja źle działa, że na salę jest wpuszczane "dziwne" powietrze. Jednak ze strony innych ludzi obecnych na sali nie było słychać niepokojących sygnałów. Żona mówiła, że jest jest bardzo ciepło, mi odwrotnie. Laryngolog wykluczył u mnie to, że było to spowodowane powietrzem.
Zatem była to kwestia czysto psychosomatyczna, spowodowana stresem?
Film jest owszem, intensywny. Trudno się też w nim doszukać jawnie antykatolickich idei - spojlerując - pokrótce powiem, iż jest o obcych, których istnieje zatajano od 75 lat - i w filmie pojawia się wątek chrześcijański, a nawet katolicki - ukazuje on siostrę zakonną otwartą na ideę istnienia życia poza ludźmi we wszechświecie. Pewną rolę odgrywa też krzyżyk noszony przez dziewczynę głównego bohatera, która była zakonnicą w nowicjacie, lecz zrezygnowała. Ostatnia scena z jej krzyżykiem, to jak z zakrwawionej ręki, gdzie sobie go wbiła - by się otrzeźwić - ląduje on na ziemi.
Ja osobiście nie jestem skłonny ani wierzyć ani nie wierzyć w życie pozaziemskie, uważam, że wszelkie "kontakty z obcymi" na ziemi noszą znamiona działań demonicznych. Tłumaczył to bodajże ks. Chadd Ripperger.
Filmu jednoznacznie nie poleciłbym katolikom. Nigdy wcześniej na sali kinowej nie miałem takiej sytuacji z oddechem. Co prawda w ten sam dzień już nie czułem się dobrze (od czasu postanowienia, że pójdziemy na seans?), ale na tej sali, to było już do przesady. Nie mam pojęcia, czy jest to kwestia duchowa, czy jak wspomniałem wcześniej, tylko i wyłącznie psychosomatyczna. Będąc po seansach wielu (niestety) horrorów, nigdy nie wydarzyło nam się nic podobnego. Może Wy będziecie w stanie podzielić się podobnym doświadczeniem, a jeśli nie, niech to będzie przestrogą dla innych.
Od czasu sensu żonie nieustannie chce się płakać, ja natomiast jestem rozdrażniony.
Film stawia "odważne" pytania, mam jednak wrażenie, że manipuluje trochę, jak nie nawet bardzo, katolicyzmem.
 ("Człowiek jest najwyższym stworzeniem Boga na TEJ ziemi").
Ktoś wcześniej (znajomy katolik, znający nieco Tradycję, ale nietradycyjny) polecił film "Hail Mary". Odrzucał mnie od niego tytuł.

Komentarze