Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Gdy czytam różne świadectwa osób, którym lata zajmowało, by przekonać się do FSSPX, lub ciągle są na tej drodze, zastanawiam się, czy moje doświadczenie, w którym podjąłem decyzję o korzystaniu z posługi kapłanów Bractwa w ciągu kilku tygodni od zetknięcia się z tematem, nie było działaniem pochopnym. Teraz, po około roku od tej decyzji, mam pewność, że podjęty wybór był właściwy, ale zastanawia mnie czy nie działałem zbyt szybko, no bo co jeśli zamiast na Tradycję Katolicką trafiłbym na np. neokatechumenat. Z drugiej strony, ze względu na fakt że tradycyjne nauczanie katolickie jest całkowicie spójne i logiczne, wydaje mi się, że to właśnie to sprawiło, że nie zajęło mi wiele czasu, by rozumowo dojść do poznania Prawdy, coś co przy poznaniu neokatechumenatu byłoby niemożliwe przez mętność nauczania i brak ciągłości logicznej.
Jak uważacie, czy opisana przeze mnie sytuacja, podjęcie decyzji dość raptownie, było działaniem nieroztropnym?
Ponadto, jeśli ktoś ma ochotę podzielić się, jak wyglądała lub wygląda jego/jej droga do Tradycji, ile czasu zajęła itp., to zapraszam do dyskusji.
Komentarze
W poście i dyskusji poruszany jest argument logiczności, który bardzo mnie interesuje. Uczęszczam od trzech lat na Mszę tradycyjną w kaplicy Bractwa dwa razy w miesiącu, a w pozostałe niedziele na Mszę w rycie NOM.
Nie jestem w stanie dostrzec w samym posoborowym, formalnym nauczaniu ani bezpośredniej herezji, ani błędów logicznych. Proszę więc o pomoc w zrozumieniu, jakie niespójności logiczne Państwo dostrzegają w nauczaniu posoborowym i w NOM, ponieważ – jak rozumiem – argumenty dotyczące logiczności i spójności odnoszą się do kontrastu między nauczaniem Bractwa a nauczaniem posoborowym.
Nie chodzi mi o oczywiste aberracje pojedynczych kapłanów, ale o oficjalne, doktrynalne nauczanie Kościoła (podane do wierzenia).
Będę bardzo wdzięczny za pomoc w zrozumieniu problemu. Na dzień dzisiejszy nie widzę zasadniczej różnicy między Mszą Tradycyjną a godnie odprawianym NOM. Wolę Mszę Tradycyjną, ale uznaję, że jest to moja osobista preferencja, ponieważ – jako osoba w spektrum autyzmu – bardziej odpowiada mi jej kontemplacyjny charakter.
Sprzeczności w nauczaniu posoborowym z doktryną katolicką jest wiele, napiszę może o pierwszym, co mi przyszło do głowy, mianowicie zaprzeczenie ostatniemu rozkazowi w Dignitatis humanae i Nostra Aetate. Proszę tylko o wybaczenie za błędy lub niedomówienia, jestem tylko prostym świeckim bez wykształcenia teologicznego.
Mamy przecież słowa samego Pana naszego Jezusa Chrystusa z Mk 16:15-18. To jest dość stanowcze i jednoznaczne przesłanie "...Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony..." No i zestawiamy to z godnością człowieka, którego godność uprawnia do wierzenia w co chce i jak chce, a Kościół zamiast ratować dusze, powinien to akceptować i prowadzić dialog, ale nie dialog w celu pokazania Prawdy, a dialog w celu osiągnięcia absolutu, jakim dla dzisiejszego Kościoła jest jedność i pokój ludzkości.
Dignitatis humanae i Nostra Aetate stanowi podwalinę dla późniejszych działań papieży, czy to Jana Pawła II w Asyżu w 1986 r., czy dalej jątrzącej się świeżej rany zadanej przez Franciszka w Singapurze ("Wszystkie religie prowadzą do Boga").
Z mojej rodzinnej parafii pochodzi misjonarz, który od kilkudziesięciu lat prowadzi działalność misyjną w Peru. Zastanawiam się, jak zareagował, gdy usłyszał, że to co robi przez całe swoje życie w zasadzie nie ma sensu, bo przecież można zbawić się różnymi drogami, niekoniecznie przez Prawdę Katolicką (swoją drogą jak takie stwierdzenie pogodzić z J14). Jak sobie ułożyć w głowie, że głowa Kościoła poddaje w wątpliwość sens twojej misji w trakcie jej trwania, notabene sens misji, której poświęciłeś całe życie. Moim skromnym zdaniem to straszna tragedia, a ekumenizm i wolność religijna to idee sprzeczne logicznie w samej swojej istocie z nauczaniem Pana naszego Jezusa Chrystusa, wiernie zachowanym w depozycie wiary przekazywanym przez kolejnych papieży, potwierdzanym przez Kościół aż do czasów SW II (w przybliżeniu, bo nie jest tak, że idee wdrażane przez Kościół podczas soboru były na nim wymyślone, proces ich konstrukcji zaczął się wcześniej).
Bractwo Kapłańskie św. Piusa X nie wymyśla na nowo prochu, nauczanie które przekazują jest po prostu jednolite z tym, co każdy katolik otrzymywał od Kościoła przez wieki, tak samo jest w przypadku tego tematu, Bractwo pozostaje posłuszne ostatniemu nakazowi i charakterowi misyjnemu Kościoła Katolickiego, oczywistego dla działalności KK od czasów apostolskich.
Ja zetknąłem się z Tradycją jakieś 5 lat temu przez internet. Kilka razy byłem na Mszy ale czytanej. Nie jestem w stanie przekonać rodziny dlatego jeszcze jestem w rozkroku i ciągle chodzę na NOM.
Więc po prostu zazdroszczę.
Szczęść Boże! U mnie to przejście trwa, ale mogę już powiedzieć, że ma się ku finałowi! Dla mnie wszystko w kwestii rozumienia tradycyjnego nauczania oraz Bractwa FSSPX układało się logicznie, a ja przyjąłem to do siebie w miarę szybko. Tradycję odkryliśmy wraz z żoną w październiku 2023 A.D. Dopiero ostatnie tygodnie, a nawet dni zaczęły przechylać szalę na tę dobrą stronę, gdyż nawet żona stwierdziła, iż chce by pozostałe z naszych dzieci otrzymały kolejne sakramenty św. z rąk kapłanów Bractwa św. Piusa. Są też jednak sprawy, które wymagają z naszej strony uregulowania (nasze przygotowanie, rodzina i przyjaciele) natomiast otwieramy się na uczestnictwo w należytej i jedynej Mszy Świętej.
Cyt. "Z drugiej strony, ze względu na fakt że tradycyjne nauczanie katolickie jest całkowicie spójne i logiczne, wydaje mi się, że to właśnie to sprawiło, że nie zajęło mi wiele czasu, by rozumowo dojść do poznania Prawdy"
Sam Pan sobie odpowiedział na to pytanie :)
U mnie to trwało jesień-zimę na przełomie 2020/2021, ale impulsem do pójścia na Mszę trydencką był wywiad rzeka Pawła Lisickiego z bpem Athanasiusem Schneiderem, choć po pierwszej Mszy wyszedłem zmieszany (co ciekawe, od kilku miesięcy wtedy słuchałem Szkół Akwinaty, jednak nie wiedziałem skąd jest ks. Bańka.). Niedługo potem przeczytałem biografię abpa Lefebvre'a (nie rozróżniałem wtedy Bractwa od indultu), na Mszach się pojawiałem, aż od marca chodziłem już praktycznie regularnie w niedziele na Msze.
Trudno powiedzieć. Miałeś szczęście. Mogłeś na przykład trafić na księdza Woźnickiego...