W mojej parafii prowadzonej przez wspólnotę Chemin Neuf odbędzie się spotkanie (?), modlitwa (?) wraz z ludźmi z Bethel Church. Proboszcz o. Marcin Borządek (promotor i wspólnik M. Zielińskiego) tak o tym wydarzeniu pisze: "To
będzie szczególny czas OŻYWIENIA. Myślę, że dla wielu z nas to szansa
głębszego poddania się Bożej Łasce. Zwłaszcza tym, którzy idą za Jezusem
od dawna, potrzebna jest świeża Moc Ducha. Jego Ożywcze Tchnienie jest
konieczne dla osobistego, duchowego wzrostu.". Wyraźne promowanie wszelakich protestantyzmów trwa u mnie w parafii od dawna i co ciekawe przybiera na sile i jest to coraz bardziej odważne działanie. Nie wiem jak się do tego odnosić, jak reagować? Czy warto tracić energię na działania oporowe?
Komentarze
tak to jest, gdy ktoś nie wie czego się trzymać i próbuje na dwóch stołkach siedzieć... Albo Msza św Wszechczasów albo novus. Albo albo. Nie da się pogodzić. Po co tracić energię, uwagę i czas na fakt, że novus robi się coraz bardziej protestancki. Po to został wprowadzony przecież. Tyle jest wskazówek, nawet wprost, od księzy Bractwa, żeby omijać heretycką liturgię....
Czas opuścić taką parafię i korzystać z posługiBractwa Kapłańskiego Św Piusa X. Żeby było ciekawiej ja też tkwię w posoborowej parafii że względu na żonę. Ale gdybym był w takiej sytuacji to myślę że łatwo by mi poszło ją przekonać do FSSPX.
Jak ktoś należy do Bractwa to sprawa wydaje mu się oczywista. Idealnie jak jest zgodne małżeństwo, rozmodlone i kochające oddawać Bogu chwałę w najpiękniejszej formie. Takich Katolików jest jednak promil. Przynajmniej połowa widzów WPK to jednak osoby wierzące, szukające Boga ale z różnych powodów wciąż należące do swoich parafii, które nie chcą, nie mogą lub wahają się przejść do Tradycji. Zauważyłam, że jak tylko taka osoba odważy się i zabierze głos na tym forum to często dostaje "razy", że wciąż tkwi w NOM i kończy sie dyskusja. Wiem, że ciężko długo utrzymać się w takim rozkroku pomiedzy NOM a Tradycją ale dojście do Prawdy to jest proces, u jednych szybki u innych długi i wcale nierzadko kończy się niepowodzeniem. Nie każdy ma łaskę silnej wiary, nie każdy chce zrywać ze wspólnotą jaką tworzą parafie często w mniejszych miejscowościach lub na wsiach. Ciężko też przekonywać i naciskać na starszych ludzi, tzw "rozmodlone babcie" aby porzuciły swoje ławki w swoich kościołach zwłaszcza jeżeli posługują tam dobrzy księża (chociaż bez właściwej formacji). Sytuacja wyżej opisana jest jednoznaczna, tu akurat nie ma nad czym się zastanawiać bo zwiedzeni pasterze prowadzą owieczki w stronę przepaści.