Otwarty list do oszołomionych katolików
Autor: Joseph Bevan
Kiedy arcybiskup Lefebvre napisał swój list do „zagubionych” katolików, to właśnie tacy byli, nawet jeśli w tamtym czasie o tym nie wiedzieli. Myślę, że przeszliśmy ze stanu zagubienia do stanu oszołomienia. Wydaje mi się, że to „oszołomienie” jest o krok od całkowitego porzucenia religii.
Arcybiskup Lefebvre napisał swój najsłynniejszy i najbardziej kontrowersyjny tom zatytułowany List otwarty do zagubionych katolików na początku lat 70. i pamiętam swoją reakcję, gdy wręczono mi tę książkę: „ale ja nie jestem zagubiony, co za bzdura!” Pomimo dziwnych wydarzeń w mojej lokalnej parafii w Shepton Mallet w Somerset, nie miałem nastroju, by wykonać zwrot o 180 stopni i nagle stanąć w bohaterskiej obronie reżimu sprzed Soboru Watykańskiego II. Szeroko komentowane potępienia świątobliwego arcybiskupa nie zrobiły na mnie wówczas wrażenia ani na nikim innym, kogo znałem. Szczerze mówiąc, wszyscy uważaliśmy, że jest trochę, no wiesz, szalony. Pamiętam, że mniej więcej w tym czasie Catholic Universe opublikował komentarz do listy książek, które miał na sprzedaż, a jedną z nich był An Open Letter to Confused Catholics, opisując go jako „ciekawą teorię o przejęciu Kościoła katolickiego przez modernistów”.
Co się więc zmieniło? Od mojej obojętności w latach 70., przez okres całkowitego porzucenia religii w czasach uniwersyteckich, doszedłem teraz do pozycji kogoś, kto całym sercem przyjął Syna Bożego i Kościół, który założył, Kościół rzymskokatolicki. Spieszę uprzedzić cynika, który zakłada, że jestem jakimś fanatykiem „odrodzonych” w stylu Billy’ego Grahama. Wcale nie: prawdziwa miłość do Boga nie może być emocjonalna, ale musi być nadprzyrodzona. Nie jest to „wewnętrzne, dziwne uczucie”, ale stan całkowitego zaufania do naszego Stwórcy, całkowite poleganie na Jego opatrzności i, nade wszystko, pragnienie, by podobać się Mu we wszystkim, co myślę, mówię i robię.
Ludzie muszą wiedzieć, skąd pochodzą, gdzie są i dokąd zmierzają. Wielu opiera się tym palącym pytaniom, rozpraszając się codziennymi troskami, ale w głębi duszy rozważają te kwestie.
Prawdziwa miłość, która jest całkowicie bezinteresowna i która istnieje w znacznie mniejszym stopniu między parami małżeńskimi, gwarantuje powodzenie związku. Umiejętność dawania i nieliczenia się z kosztami jest najważniejsza w relacji z Bogiem i to właśnie ten dar miłości sprawia, że świat się kręci. Przede wszystkim miłość do Boga nie powinna być uzależniona od otrzymania ciepłych wewnętrznych uczuć i innych emocjonalnych pocieszeń, tak ukochanych przez charyzmatyków.
Chłód i obojętność są głównymi wrogami wiary katolickiej w dzisiejszych czasach. Kiedy rozmawiam o religii z moimi przyjaciółmi i krewnymi, widzę w ich oczach puste i zdezorientowane spojrzenie. Tak, chodzą do kościoła, ale nie wtedy, gdy w niedziele szykuje się grill. Jeśli katolicy nie modlą się i nie proszą Boga o dar nadprzyrodzonej miłości, ich religia jest całkowicie próżna i kompletną stratą czasu. Nie można zbawić duszy bez tego daru, ponieważ generuje on właściwe życie modlitewne, nie tylko traktując Boga jak niebiańskiego Ojca Bożego Narodzenia, ale kłaniając się w pokorze przed niebiańskim tronem. Jeśli się nie modlisz, jesteś potępiony! No i powiedziałem to! (Właściwie to był św. Alfons.)
Katolicy muszą być zakochani w naszym Panu, wszystko od tego zależy. Chociaż ta miłość do Boga jest aktem woli, nie możemy mieć nadziei, że zdobędziemy ją sami i potrzebujemy łaski Bożej, aby ukształtować i pielęgnować tę miłość. Jest wiele do kochania w naszym Panu, na przykład jego doskonałość i mądrość. Jest również wiele do kochania w Kościele katolickim, na przykład kadzidło, Palestrina, szaty liturgiczne i architektura, ale są to tylko pomoce do nadprzyrodzonej miłości. Dla mnie jest oczywiste, że odwiedzenie mszy Nowego Rytu w swojej parafii, słuchanie rozstrojonych gitar lub banalnego kazania wygłaszanego przez wadliwy system nagłośnieniowy, a następnie przyjmowanie komunii do ręki, nie prowadzi do rozwinięcia miłości do naszego Zbawiciela. Podobnie uzależnienie od sztuki renesansowej lub Pasji według św. Mateusza Bacha nie dostarczy nadprzyrodzonej miłości, która jest niezbędna, aby być poważnym katolikiem. Te cechy, które w rzeczywistości są „rekwizytami”, mogą zrodzić miłość emocjonalną, ale wszyscy wiemy, jak zmienne są emocje. Jedynym sposobem na rozpoczęcie życia duchowego jest prośba do Boga o niezbędną pokorę – Bóg jest wszystkim, a my niczym.
Więc jakie mam prawo pouczać innych katolików? Moja odpowiedź jest prosta; ja sam zostałem przeciągnięty przez głogowy żywopłot do tyłu i cierpiałem z rąk rewolucjonistów w Kościele katolickim. Wiem, co to jest porażka i nędza. „Wiara jest absolutnie zadowalająca dla umysłu, angażując całą wiedzę i rozum w swoją sprawę, że jest całkowicie przekonująca dla każdego, kto daje jej obojętną i cichą publiczność”. Tak napisał św. Edmund Campion w swojej „chwale”, która została rozpowszechniona w kościołach w Oksfordzie w 1580 roku. Ludzie muszą wiedzieć, skąd przyszli, gdzie są i dokąd zmierzają. Wielu opiera się tym palącym pytaniom, rozpraszając się codziennymi troskami, ale w głębi duszy rozważają te kwestie. Kiedy wszystko idzie dobrze, rozpraszają się jeszcze bardziej. W złych czasach często popadają w rozpacz, ponieważ dochodzą do wniosku, że nie ma nic poza tu i teraz. Campion mówi, że Kościół katolicki ma wszystkie odpowiedzi.
Teraz jest dla mnie oczywiste, że Kościół po Soborze Watykańskim II zrezygnował ze swojej boskiej misji nauczania wszystkich narodów. Jego duchowni, od Ojca Świętego w dół, nie widzą rzeczy w ten sam sposób, co jezuici z XVI wieku, tacy jak Campion. Obecnie sprawy zaszły tak daleko, że Kościół, daleki od bycia odpowiedzią na problemy świata, stał się bardzo ważną częścią problemu.
Obserwując rozpad społeczeństwa, a nie wierzę, że istnieje choćby jeden obszar ludzkiej działalności, który nie znajduje się obecnie w poważnym kryzysie, musimy porzucić ludzkie rozwiązania. Każdy problem w naszym życiu i na świecie ma nadprzyrodzoną przyczynę i może zostać rozwiązany tylko za pomocą nadprzyrodzonych środków.
Użyłem terminu „oszołomiony” w tytule tego eseju po długim namyśle. Kiedy arcybiskup Lefebvre napisał swój list do „zagubionych” katolików, właśnie tacy byli, nawet jeśli w tamtym czasie o tym nie wiedzieli. Myślę, że przeszliśmy ze stanu zagubienia do stanu oszołomienia. Wydaje mi się, że to „oszołomienie” jest o krok od całkowitego porzucenia religii. Problemem dzisiaj jest to, że większość katolików nie zna swojej wiary w wyniku dziesięcioleci zaniedbań w systemie edukacji. Nieznajomość wiary nieuchronnie prowadzi do upadku. Cały proces odchodzenia od religii jest przyspieszany przez światowe duchowieństwo i niezwykle odpychające liturgie – wszystko to doskonale zaprojektowane, aby odwrócić większość ludzi od nadprzyrodzoności.
Czy Kościół katolicki może teraz obejmować wiele religii, z których niektóre są sprzeczne? Ta koncepcja jest absurdalna. Moja rada dla każdego, kto próbuje ożywić swoją wiarę, brzmi: zignoruj wypowiedzi papieża Franciszka i jego duchowieństwa i trzymaj się tego, czego Kościół katolicki zawsze i wszędzie nauczał w swojej historii.
Tragedia, przez którą przechodzimy, polega na tym, że większość ludzi, którzy zostali wyczerpani przez lata bicia i zdrad z rąk współczesnego Kościoła katolickiego, wcale nie jest w nastroju, aby przyjąć Tradycję katolicką. Większość tych, którzy odeszli z Kościoła, nigdy nie chce do niego wrócić, ponieważ nadprzyrodzone łaski zostały stłumione, a oni sami uwikłali się w humanizm lub materializm. Nie mogę zatem oczekiwać, że ten krótki fragment przyciągnie uwagę upadłych katolików, jakoby w ogóle chcieli go przeczytać. Zwracam się do ogromnej większości katolików, którzy, choć nadal praktykują swoją wiarę, są niemal na pewno na równi pochyłej: w dół, ale jeszcze nie na zewnątrz.
Więc jakie mam prawo pouczać innych katolików? Moja odpowiedź jest prosta: sam zostałem wyciągnięty przez głogowy żywopłot do tyłu i cierpiałem z rąk rewolucjonistów w Kościele katolickim. Wiem, co to znaczy być pokonanym i cierpieć. Wiem, co to znaczy pragnąć czegoś, czego nie można dokładnie określić. Wiem, jak to jest być religijnie chłodnym i obojętnym oraz nieuchronnie upadać. Wiem, jak to jest być w poważnym grzechu śmiertelnym i jak opornie się wynagradza i zawiera pokój z Bogiem Wszechmogącym. Wiem, jak to jest znosić winę grzechu, na którą nie wpływa spowiedź, podczas której ksiądz mówi: „wyrażasz tylko swoje wewnętrzne człowieczeństwo!” Wzdrygam się, gdy przypominam sobie uczucie beznadziei jako upadłego katolika, myśląc, że teraz jestem tak zły, że nigdy nie będę mógł wrócić. Jestem po prostu prostym katolikiem, może nawet bardziej prostym niż katolik, który sam opracował odpowiedzi na głębokie problemy naszego świata, tylko po to, by odkryć, podobnie jak Chesterton, że wszystko to zostało już wcześniej przemyślane i powiedziane, i to wiele razy.
Jeśli chcesz odzyskać wiarę katolicką, nie tylko świat jest przeciwko tobie, jak zawsze, ale także dzisiejszy oficjalny Kościół katolicki. Nasz Ojciec Święty właśnie ogłosił nie tylko, że Bóg chce wszystkich religii, ale że wszystkie religie prowadzą do Boga. Po co zawracać sobie głowę byciem katolikiem, jeśli mówi prawdę?
Czy Kościół katolicki może teraz obejmować wiele religii, z których niektóre są sprzeczne? Ta koncepcja jest absurdalna. Moja rada dla każdego, kto próbuje ożywić swoją wiarę, brzmi: zignoruj wypowiedzi papieża Franciszka i jego duchowieństwa i trzymaj się tego, czego Kościół katolicki zawsze i wszędzie nauczał w swojej historii. W końcu to właśnie robili katolicy aż do naszej obecnej ery mediów masowych. Jeśli modlisz się o swoje nawrócenie, Bóg zawsze słucha, niezależnie od stanu twojej duszy. On odpowie. Uważaj jednak, czego sobie życzysz, ponieważ Bóg może wywrócić całe twoje życie do góry nogami!
Źródło: w komentarzu.
Komentarze
Prawdą jest to, że zagubienie wiernych w dużym stopniu wynika z braku wiedzy, a jej brak pogłębia zwodnicze jej nauczanie przez działających najczęściej w dobrej wierze nauczycieli wiary.
Wydawałoby się, że możemy swobodnie zrzucić winę na innych i użalać się nad swoim losem i losem Kościoła.
To jednak duże uproszczenie, a w zasadzie ogromne.
Przyczyna tkwi w naszym lenistwie, które jest wykorzystywane przez złego ducha przeciwko nam. Aggiornamento to właśnie dryf w kierunku naszego wygodnictwa.
A przecież Katechizm Katolicki wyraźnie mówi, że przeciwko wierze grzeszy ten, kto "... nie stara się o dostateczne wykształcenie religijne, odpowiadające jego stanowi i wiekowi..."
Nie ulega wątpliwości, że każdy kto wierzy i modli się ochronę przed zwiedzeniem, taką łaskę otrzyma. Znajdzie również i źródło nauki o Tradycji. Pan Jezus jest dobrym pasterzem.
Mt, 7, 7-11
7 Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. 8 Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. 9 Gdy którego z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? 10 Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? 11 Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą.
Źródło: https://remnantnewspaper.com/web/index.php/fetzen-fliegen/item/7561-an-open-letter-to-bewildered-catholics