Jakże szkoda, że społeczeństwa, w tym polskie, w swej głupocie, zwiedzeniu, uśpieniu porzuciły proste zasady życia społecznego, które społeczeństwom kiedyś dawały rozkwit. Rozkwit. Coś, czego za naszego życia możemy nie zobaczyć.
Czym jest społeczeństwo? Jest naturalnym dla człowieka środowiskiem funkcjonowania, gdyż tylko połączenie sił może zapewnić jednostkom to, czego im potrzeba, a czego same zdobyć nie mogą. Każdy człowiek w naturalny sposób szuka dobra dla swojej indywidualnej natury, więc każdy chce, żeby społeczeństwo mu służyło. Umysł wyedukowany będzie wiedział, że nie może szukać własnej korzyści kosztem społeczeństwa, gdyż gdyby wszyscy tak robili, przestaje być społeczeństwem, a staje się zbiorem jednostek. Umysły niewyedukowane trzymać w ryzach musi władza, która pilnuje przestrzegania ustanowionego w społeczeństwie porządku, a przez to promuje dobro każdego z jego członków, zarówno tych świadomych jak i nieświadomych.
Co jednak ma być źródłem tego porządku? Skoro losowo wybranej ze społeczeństwa osobie nie powierzylibyśmy raczej naszego domu, naszej rodziny, naszego szczęścia, dlaczego zbiór tych jednostek miałby wiedzieć, co jest dobre dla społeczeństwa a co nie? Skąd jednostki mają czerpać wiedzę? Od społeczeństwa. Ale przecież społeczeństwo to te same jednostki. Dokładnie w tę pułapkę zaczęto wpuszczać człowieka, pewnie od początku jego istnienia, ale szczególnie od lat około 300, gdyż to w roku 1717 założono masonerię, której celem od początku było zniszczenie porządku chrześcijańskiego. Potem Rewolucja Francuska, Rewolucja Rosyjska, Rewolucja Modernistyczna w Kościele i cyk. Mamy rok 2025.
Kto dziś wie, że władza polityczna ma boskie pochodzenie? Kto dziś rodzenie dzieci traktuje jako swój najzwyklejszy w świecie obowiązek względem Pana Boga oraz społeczeństwa? Kto dziś moralne życie postrzega nie tylko jako obowiązek względem Pana Boga, ale też względem społeczeństwa? Kto zachowanie za zamkniętymi drzwiami, względem swojej rodziny, postrzega nie jako sprawę indywidualną, ale budowanie jak najlepszej rodziny postrzega jako zobowiązanie wobec społeczeństwa? Kto osiąganie mistrzostwa w swoim rzemiośle postrzega nie tylko jako sposób na większe zarobki, ewentualnie tzw. "realizację siebie", ale jako obowiązek względem społeczeństwa? Kto dziś rozwód postrzega jako nie tylko złamanie prawa Bożego, ale też potężny cios w społeczeństwo? Kto dziś widzi siebie jako dłużnika społeczeństwa, któremu jest winny najlepszą wersję siebie?
Bez zniewoleń, bez głupot w głowie. Kto dziś jeszcze za oczywiste uznaje, że nie istnieje rozdzielenie religii od władzy cywilnej i że choć mają być odrębne to nie mogą być rozdzielone, bo jeżeli władza polityczna nie będzie trwała przy religii prawdziwej, to przylgnie do fałszywej, gdyż każdy człowiek jest religijny? A na świecie tak naprawdę są dwie religie - katolicka i satanistyczna. Kto jeszcze w ogóle tak patrzy na rzeczywistość i na społeczeństwo? Myślę, że nieliczni. Ciekawe, czy smutni panowie zakładający 300 lat temu masonerię spodziewali się aż takich sukcesów... Tak czy inaczej, z pomocą Bożą, byłoby właściwie jak najszybciej i jak najintensywniej odwracać te fatalne w skutkach kłamstwa.
Komentarze
Bardzo polecam książkę pana Feliksa Konecznego "cywilizacja łacińska" rozdział etyka i moralność nie można rozdzielić moralności i etyki państwa od moralności społeczeństwa jakie państwo takie społeczeństwo nie chcę wrzucić wszystkich do wspólnego worka ale generalnie tak jest