SOCJOTECHNIKA W SERIALACH

10.03.2025

Od wielu lat interesuję się socjotechniką. Fascynacja ta zaczęła się dawno dawno temu, gdy oglądałem serial Friends. Zaśmiewałem się do łez z naprawdę inteligentnego humoru, ale jednocześnie szybko stało się dla mnie jasne jakie poglądy mają piszący scenariusz. Potem z każdym kolejnym odcinkiem i sezonem zacząłem głębiej analizować jak niesamowite jest to zjawisko przemycania całej wizji rzeczywistości przy okazji serialu komediowego, gdzie świadomość widza kierowana jest na fabułę, atrakcyjność bohaterów i naprawdę wysokiej jakości humor, podczas gdy jego podświadomość karmiona jest "prawdami" ideologicznymi, które zapewne potem będzie uważał za swoje własne.

Tak rozpoczęła się moja przygoda z analizowaniem filmów i seriali pod kątem treści przemycanych w tle. Szybko stało się jasne, że 99% tych treści to ideologia, którą umownie nazwijmy ideologią nowego porządku świata. Moją szczególną fascynację wzbudzało nie tyle umieszczanie treści przemycanych słownie, ile rysowanie na ekranie postaci, które nigdy nie występują w rzeczywistości, a które pokazane są tak sprytnie, że widz zwyczajnie tego nie widzi. W scenariuszu można umieścić wszystko. Nie stanowi żadnego problemu narysowanie postaci empatycznego mordercy, kierującego się emocjami mędrca lub choćby w reklamie ukazanie szczuplutkiej kobiety kochającej batoniki. I to w tym zawsze widziałem najpotężniejszy, choć ledwie zauważalny mechanizm sterowania światopoglądem widza.

Pamiętam serial, w którym najbardziej ludzkim, spokojnym, empatycznym i poukładanym bohaterem był jegomość, który miał dwoje dzieci w tym samym wieku z dwiema kobietami. Żył z obiema w świetnych relacjach, choć z żadną nie na co dzień, a one bardzo się lubiły, podobnie jak lubiły się obie córki. Być może niektórzy widzowie patrzyli na to i sam układ wydawał im się nieprawdopodobny, ale ciekawe ilu z nich za taki uznało już sam zestaw cech bohatera. Męski, poukładany, fajny facet. I to tutaj, w pokazywaniu cech ludzkich, odgrywa się największe pranie mózgu. Potem mamy całe zastępy bohaterów - wrażliwych i inteligentnych emocjonalnie lewaków i ograniczonych, odrobinę psychopatycznych konserwatystów.

Zważywszy na fakt, że przeciętny człowiek w tych czasach poznał pewnie około 200 razy więcej postaci z ekranu niż w swoim prawdziwym życiu, czy zgodzisz, się, mój Drogi Czytelniku, że nie da się przecenić wpływu filmów i seriali na świadomość społeczną? Nie przesadzę, jeżeli powiem, że przeciętny czterdziestoletni lewak osobiście zna ludzi o zbliżonych poglądach, wśród których przeważają ludzie niespokojni, rozwodnicy, poszukiwacze nowych rozwiązań w diecie czy mądrościach wschodu, ludzie co do ogółu - i mówię to bez poczucia najmniejszej przesady - nieszczęśliwi. Lewak ten nie zna najprawdopodobniej nikogo o światopoglądzie katolickim. Jednak żyje w przeświadczeniu, że lewacy to szczęśliwi ludzie z szerokim widzeniem świata, a konserwatyści są niebezpieczni, mają klapki na oczach i nie tylko sami nie umieją czerpać z życia, ale też chcą zakazać tego gejom lub coś w tym stylu.

Powiedz, mój Drogi Czytelniku, czy gdyby to nie było strasznie, nie byłoby to absolutnie fascynujące? I nie. Nikt z nas nie jest od tego wolny. Socjotechnika nie działa na świadomość lecz podświadomość. Z pewnością pewna część tego co myślisz o rzeczywistości wzięła się z filmów i seriali. Nie gniewaj się...

Tagi: media

Komentarze