RYGOR TRADYCJI

08.03.2025

Tradycja katolicka może współczesnym, wychowanym w modernizmie, katolikom wydawać się czymś dużo smutniejszym niż jest w istocie. Dużą rolę w takim jej postrzeganiu odegrał z pewnością czarny PR, o który zabiegają moderniści.

Jeżeli do sprawy podejdzie się powierzchownie, rzeczywiście może wydawać się, że we współcześnie promowanej wersji niby-katolicyzmu jest weselej. Są śpiewy z gitarami, jest machanie flagami, na stadionach i w świątyniach ludzie modlą się o zdrowie oraz o powodzenie, innowiercy to swojaki, bez niepotrzebnych napięć, a Pan Bóg jest dla człowieka. No i ani grzech nie jest sprawą tak poważną, ani ścieżka do zbawienia tak wąska, jak to kiedyś nauczano. A Tradycja? Rygor. Brrr. Rygor liturgiczny. Rygor w przykazaniach. Rygor w obowiązkach stanu. Rygor w przywiązaniu do znaczenia słów. Jakże to nieprzystające do osoby kochającego Ojca. Tzw. tradsi to muszą być ludzie o ściśniętych sercach i z klapkami na oczach.

Powyższe obrazki są jednak niezwykle płytkie i zupełnie nieprawdziwe. W Tradycji po raz pierwszy w życiu otarłem się o prawdziwe szczęście. Powstaje pytanie - a co to za argument? Czy katolik ma kierować się jakimś bliżej nieokreślonym szczęściem czy też prawdą? Odpowiedziałbym, że wybór ten nie jest konieczny, ponieważ tylko prawda może dać prawdziwe szczęście. W Tradycji katolickiej jest PRAWDA. Lub krócej: w katolicyzmie jest prawda. Serce człowieka jest stworzone przez Pana Boga i to nie człowiek decyzuje co go uszczęśliwi. W świecie naucza się ludzi inaczej - wybierz co Cię uszczęśliwi. Ale to jest prymitywne kłamstwo. Szczęście to zdrowie. Mając przed sobą warzywa i nutellę dziecko może wskazać na co ma większą ochotę, ale nie może zdecydować co będzie dla niego zdrowsze. O tym zdecydował jego Stwórca.

I tak samo jest z sercem. Tradycja katolicka. Lub krócej - katolicyzm. Jeżeli pojawia się tam jakiś rygor, jeżeli pojawiają się słowa w XXI wieku egzotyczne jak umartwienie czy Boża Sprawiedliwość, która wbrew płytkim analizom modernistów wcale nie przeczy Miłosierdziu, jeżeli Msza święta to nie jakaś uczta, ale OFIARA PRZEBŁAGALNA, jeżeli wracają do nauczania słowa Zbawiciela o smutku, sądzie, po którym ktoś będzie tam gdzie płacz i zgrzytanie zębów, jeżeli wróci wszystko to co katolickie, na czele z wymogiem, aby Pana Boga poznawać, służyć Mu i Go wielbić, to mowa jest o rzeczach wspaniałych, które dla nas, z naszą naturą będącą po grzechu pierworodnym, skłonną do podążania w kierunkach przeciwnych do szczęśliwości, są Dobrą Nowiną.

Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu. A nie spocznie znajdując się w gdzieś obok Prawdy przez Niego objawionej, która jest w katolicyzmie - obecnie z konieczności nazywanym Tradycją katolicką. O rzeczach tych nie mówię czysto teoretycznie. Do katolickiej doskonałości mi niezwykle daleko, ale chcę zaświadczyć, że każdy krok we właściwym kierunku, choćby był trudny i mozolny, na końcu skutkuje wzrostem dobrostanu, pokoju, poczucia sensu i szczęśliwości. Reklamować katolicyzm szczęściem? Czy to nie droga modernistów? Nie, gdy mówi się o prawdziwym szczęściu. Głównym powodem, dla którego człowiek powinien być katolikiem jest PRAWDA objawiona przez Boga w katolicyzmie. Poczucie sensu i szczęśliwości, które z czasem się pojawią, są tu jakby efektem ubocznym.

Komentarze