Lubię praktykować sztukę znaną z angielską jako small talk w ujęciu spontanicznym. Tzn ja lubię zagadywać losowych ludzi, czy to w kolejce, czy przy kasie albo np z okazji czekania na koniec nudnych przemówień w dniu Wojska Polskiego.
Ta sztuka obecnie mocno ginie i coraz częściej okazuje się, że sąsiedzi to dobrze jak sobie dzień dobry powiedzą, bo nawet to już nie jest normą. A jest to umiejętność bardzo praktyczna i potrzebna. Po co? Poza względami społecznymi wprost, daje nam ona sposobność do poznania zdania innych osób, spoza naszej prywatnej i informacyjnej bańki społecznej, tzn możemy osobiście sprawdzić czy to, co sami myślimy jest faktycznie powszechne, a może prawda jest to, co media chcą, żebyśmy myśleli.
I jakie jest moje doświadczenie na tym polu? Gdy chwilę porozmawiamy z kimś obcym, na tyle by sam zaczął wykorzystywać sposobność do upewnienia się co do swoich przekonań to zazwyczaj okazuje się, że nie jesteśmy sami.
Dlatego proponuję zacząć to robić, nawet z prozaicznych przyczyn, bo gdy w mięsnym będziemy chcieli kawał mięsa na obiad, to może się okazać, że "znajoma" pani ekspedientka odradzi nam zakup zleżałego ochłapu ;)
To przemyślenie napadło mnie po obejrzeniu filmu nagranego przez, wydawałoby się, bardzo prostego człowieka, który z taką materią powinien był mieć mało do czynienia w teorii.
A jednak.
Polecam.