Grzegorz Braun bez Grzegorza Brauna w Zero

18.09.2026
Czasami jest tak, że pewne rzeczy wydają się przypadkowe, inne z czasem układają się w logiczną całość. O ile jeszcze małym mediom i drobnym twórcom mogą się zdarzać przypadkowe potknięcia czy wpadki różnej maści, o tyle te media gęstsze gdy chodzi o strukturę raczej pokazują nam budowanie trendów, czasami połączone z krótkoterminowym cynizmem.
Co do Kanału Zero każdy z nas zapewne chciał by było to medium poważne, nadzieje były duże, zasięgi też. Gdy zobaczyłem tam Grzegorza Brauna pomyślałem, że to przełom w domenie dostępu tegoż do wcześniej wspomnianych zasięgów.  Gdy jednak przygoda ta okazała się epizodem, a zapowiedzi głównej twarzy portalu odwlekały się, ta wiara słabła i słabła, aż do wiążącego te sprawy komentarza, kiedy to Krzysztof Stanowski czy to miał chwilę prawdy,  czy może była to Freudowska pomyłka, ale przyznał się do musu tłumaczenia się komuś z takich antysejsmicznych zachowań. 
Było, minęło, teraz czas na akt drugi.  Ale wcześniej było preludium w postaci narracji Pani Arlety Bojke, która zwykła była zakłamywać rzeczywistość wojenną na wschód od nas, twierdząc miedzy innymi, że banderyzm to nie istnieje w zasadzie, a jakiekolwiek jego emanacje, mają charakter czysto i wprost antyrosyjski, a na pewno nie antypolski. Trwa to już latami, aż do znudzenia, każdy zdążył się przyzwyczaić, więc teraz czas na kolejny krok.
To co dziś zobaczyłem z jednej strony mnie zdziwiło, z drugiej wydało się logiczną konsekwencją zarówno narracji wschodniej jak i sposobu potraktowania Posła Brauna.
Pierwsze co to znajoma twarz Przemysława Staciwy, którego kojarzyłem bardzo mocno z "Niszczarki podatków" WEI. Kto lubi ich książki (polecam) i kto odbierał je osobiście w warszawie, ten wie, że zapytanie znane z billboardów odnośnie wyboru związanego z celebracją świąt  znajduje tam jednoznaczną odpowiedź. Co samo w sobie nie jest niczym złym, i ani mnie tam niemiło nikt nie potraktował, ani nawet nie zareagował nietaktownie na moje naturalne życzenia "wesołych Świąt", ale co jednak warto odnotować w kontekście tego jakiej tematyki dotyka ten film commentary.  
Już od pierwszych zdań dowiadujemy się, że to, co wydaje nam się, że widzimy, jakieś ludobójstwo - to tylko wynik palestyńskiej propagandy, która najwyraźniej  dociera do nas skuteczniej niż ta izraelska, a do tego cały świat zamyka państwo położone tam gdzie chce w narożniku, nie dając przy tym żadnych skutecznych rozwiązań na ich, oczywiście że, obronę. 
Ludobójstwo to "spór o strefę gazy" i "cywilne ofiary". Dowiadujemy się, analogicznie do wykładów m.in. Pani Bojke, że żydzi byli tam zawsze, od początku, pierwsi i w ogóle, wobec czego mają absolutne prawo tam być, im się ta ziemia po prostu należy. Arabowie od początku tylko najeżdżali i podbijali, a Palestyńczycy jako tacy, to historycznie mają może wiek historii, a genezą ich powstaniem jest co? Oczywiście, że antysejmistyzm.  Po 2 wojnie światowej oczywiście humanistyczni żydzi są pokojowo i kompromisowo nastawieni, ale Arabowie nie przestają jątrzyć i wywołują kolejne wojny. Stąd już płynna droga do zdradzieckiego ataku Hammasu, który stoi za najnowszą odsłoną "niepokojów"...
Czy kogoś zatem powinien dziwić sposób traktowania polityków Konfederacji Korony Polski? Osobiście dla mnie Kanał Zero się w tym momencie dookreślił w tej domenie i już nikt nie musi się tłumaczyć, wszystko stało się dość klarowne, dla ludzi potrafiących wyciągać proste wnioski i o pamięci tylko nieco dłuższej niż pamięć złotej rybki. 
Szkoda. Szkoda, bo naprawdę myślałem, że to możę być nowa jakość, a okazało się co najwyżej tym, co suchy szampon do włosów - chwilowym, pozornym odświeżeniem, które szybko opadło, a swąd jak był, tak jest.