Pomimo tego, że Grzegorz Braun w ostatnich kilkunastu latach znacznie rozpowszechnił tematykę żydomasońską, dla wielu osób pozostaje ona przejawem oszołomstwa, wyrazem przesady, a problemy artykułowane przy tej okazji konsekwentnie etykietowane jako teorie spiskowe. Inny problem dotyczy tego, że w Polsce osób, które nie obawiają się tego typu tematyki poruszać jest naprawdę niewiele. Nic dziwnego, wszak postępowania karne wszczynane przeciwko wspomnianemu Braunowi, wydawnictwu 3DOM czy Magna Polonia z pewnością mają za zadanie - nawet jeżeli nie doprowadzą do skazań - zniechęcać do zajmowania się tą tematyką. Pamiętać należy także o zaszczutym na śmierć przez III RP i Gazetę Wyborczą doktorze Dariuszu Ratajczaku (zm. 2010), któremu gdy potrzebował takowej pomocy, nie pomogło ani Radio Maryja ani pisowska prawica. W tym ostatnim wypadku nie powinno to być dla nikogo żadnym zaskoczeniem. Należy także pamiętać, że wśród osób podejmujących tę tematyką są także prowokatorzy, których zadaniem jest kompromitowanie środowisk zwracających uwagę na problem dotyczący żydowskiego mesjanizmu. Mając to wszystko na względzie będę starał się przedstawić pewne fakty, które dotyczą tematyki żydomasońskiej, które są pomijane, a moim zdaniem istotne z punktu widzenia oglądu rzeczywistości. Czasem postawię także hipotezy, które z nieznanych mi powodów, gdy omawiane są różnego rodzaju zdarzenia, nie są brane pod uwagę w pierwszej kolejności, a często w ogóle pomijane.
Bezpośrednim przyczynkiem do zajęcia się dziś tym tematem „chrześcijańskiego syjonizmu” jest odsłuchana przed chwilą audycja na kanale PCh24 „Ja katolik Extra”, gdzie – jak to zwykle bywa – swoje poglądy wymieniali red. Kratiuk, red. Górny i red. Lisicki. Przyznam od razu, że oglądam ten program wyłącznie z uwagi na red. Lisickiego, gdyż pozostali panowie w swoich wypowiedziach i poglądach wydają mi się niespójni, często mało przekonujący lub – w najlepszym wypadku - naiwni. Dziś jednak „podpadł mi” (kolejny raz w tym temacie) także red. Lisicki.
Przyznam się, że mało co mnie tak irytuje w ostatnich tygodniach (a może to już trzeba liczyć w miesiącach), jak robiące zawrotną karierę określenie „chrześcijański syjonizm”, „chrześcijański syjonista”. O ile jestem w stanie zrozumieć, że zbałamucony kościół synodalny, egzaltujący się dniem judaizmu i Nostra aetate, posługuje się tego typu określeniami, o tyle w ustach red. Lisickiego budzi ono moje zastanowienie. Głównie dlatego, że na aberracje dotyczące wartości „judeochrześcijańskich” nie dał się nabrać, trafnie wskazując, że coś takiego w rzeczywistości nie istnieje. Nie jestem jednak w stanie pojąć dlaczego w przypadku „chrześcijańskiego syjonizmu” ta narracja przechodzi i jest powielana. A przecież to jest (dla mnie oczywisty) oksymoron. Łączenie chrześcijaństwa z syjonizmem to kompletna niedorzeczność. Zresztą red. Lisicki, kiedyś w jednej z wypowiedzi dopytywany jak to jest z tymi chrześcijańskimi syjonistami, w co oni wierzą, jaką rolę pełni Chrystus w tej (diabelskiej/heretyckiej) religii, ograniczył się do powtórzenia wypowiadanych przez nich nonsensów. Poświęcił temu także str. 178-181 swojej znakomitej książki „Mesjasz i Trzecia Świątynia”, gdzie jednak poza słusznymi tezami: „nie wszyscy mogą od razu zostać noachidami”; „chrześcijański syjonizm prowadzi do praktycznej negacji Kościoła”; „punktem wspólnym obu syjonizmów jest zatem (Trzecia) świątynia” – nie odważył się postawić hipotezy, że ten cały – pożal się Boże – chrześcijański syjonizm to fałsz dla heretyckich gojów, który służy za parawan starszym i mądrzejszym. Należy sobie w tym momencie od razu udzielić odpowiedzi na pytanie czy ci, którzy sami siebie określają chrześcijańskimi syjonistami w rzeczywistości są chrześcijanami tylko dlatego, że sami się tak określają? Choćby w heretyckim wydaniu. Czy rzeczywiście najbardziej prawdopodobna jest hipoteza, że mówią o sobie prawdę (jako wyznawcach Chrystusa tylko w wypaczonej wersji)? Moim zdaniem na to ostatnie pytanie należy udzielić odpowiedzi przeczącej. To nie są żadni chrześcijanie. Ci ludzie w ogóle nie wierzą w Chrystusa.
Ted Cruz, wściekły syjonista, 13 marca w wywiadzie dla CBN News przeprowadzonym przez Davida Brody’ego, niczym Ben Shapiro przed dwoma laty, rozdzierał szaty z powodu wezwania „Christ is King”, które określił jako antysemickie, jako używane w kontekście antysemickim. Klaun jeden. O ile w przypadku Żyda z Daily Wire mogło się to nie wydawać specjalnie zaskakujące, o tyle przypadku faceta utrzymującego, że jest chrześcijaninem sprawa powinna wyglądać inaczej dla każdego postronnego obserwatora. Trudno o lepszy przykład pokazujący, że tym ludziom jest ZDECYDOWANIE bliżej do mesjanistów żydowskich niż katolików, choć też (bezzasadnie) nominowani są na chrześcijan. To ludzie, których działalność pod szyldem chrześcijańskiego wyznania ma za zadanie odwrócenie uwagi od tych, na rzecz których w istocie działają – żydowskich mesjanistów/kabalistów, w tym obecnie zwłaszcza tych z Chabad Lubawicz. Ich (administracji Trumpa) bandyckie wysoki z ostatniego okresu (Gaza, Iran) mają za zadanie skompromitować chrześcijaństwo jako takie. Tak na marginesie - jest to jeden z powodów dla których gorąco popieram wszystkich, którzy konsekwentnie podkreślają, że heretycy to nie są żadni nasi bracia w wierze. Uważam, że na każdym kroku należy KATEGORYCZNIE odcinać się od innowierców/heretyków wszelkiej maści i mieć świadomość, że są to osoby, które wymagają nawrócenia, a nie towarzyszenia im i wspólnej celebry.
Co – poza, jak mniemam, zdrowym rozsądkiem - skłania mnie do tego, aby w pierwszej kolejności stawiać hipotezę, że mamy do czynienia z oszustwem, podstępem żydów, kryptomesjanistów lub noachidów? We wspomnianej audycji red. Górny przedstawił krótki rys historyczny dotyczący protestantów. Wskazał jak to było kiedyś, skąd wzięły się te tysiące różnych odłamów sekt protestanckich. Moim zdaniem jednak nie dotknął istoty problemu w odniesieniu do tematyki chrześcijańskiego syjonizmu. Myślę, że bliższym prawdy wyjaśnieniem i jednocześnie pozwalającym uwiarygodnić moją hipotezę, że ci wszyscy czołowi tzw. chrześcijańscy syjoniści od Trumpa: Hegseth, Cruz, Huckabee, Rose, czy wariatka White są w istocie kabalistami lub noachidami jest historia współczesnego ekumenizmu opisana przez ks. Prof. Michała Poradowskiego na 34 stronach pasjonującej broszury „Źródła współczesnego ekumenizmu i Trybalizm” (Wrocław, 1995). A w szczególności informacje, które przytoczył za wydawanym w USA, żydowskim kwartalnikiem historycznym American Jewish Archives (z kwietnia 1982).
Najciekawsze passusy:
„(…) współczesny nam ekumenizm zrodził się już pod koniec XIX wieku w USA i to z inicjatywy tamtejszych RABINÓW, KTÓRZY jednocześnie ODDAWALI SIĘ „DUSZPASTERSTWU” WŚRÓD NAJROZMAITSZYCH SEKT PROTESTANCKICH (…)”.
„(…) ekumenizm był i jest przede wszystkim nową powszechną religią synkretyczną, która miała i ma na celu stopniowo zastąpić religię chrześcijańską i jej różne wyznania (…)” – stąd moje odwołanie do noachizmu.
„(…) „ekumenizm współczesny”, który szuka zjednoczenia wszystkich religii, w celu utworzenia jednej powszechnej religii światowej, a więc synkretycznej, która wyparłaby religię chrześcijańską i inne, a to w celi jako podstawy współżycia wszystkich ludów w Jednym Państwie Światowym, zaprojektowanym przez NOWY ŚWIATOWY ŁAD, czyli przez masonerię (…)”.
„Imigracja ta [chodzi o imigrację żydów do USA] początkowo niewielka, pod koniec XIX w. stała się masową i to głównie z Rosji carskiej. (…) Większość ówczesnych imigrantów przybywających z Rosji poświęcała się zawodowi rozrywkowemu, co oni nazywali „przemysłem rozrywkowym” („the entertainment industry”) (…) Co więcej, według owych wspomnień historycznych [z American Jewish Archives] wszędzie w USA panowało współżycie przyjacielskie między wszystkimi. Widocznie imigracja Żydów w owym czasie była bardzo duża, gdyż wkrótce pojawiły się liczne synagogi i bożnice, ale jednocześnie także i liczne kaplice głównie sekt protestanckich. Otóż okazało się, że wśród tych sekt protestanckich bardzo brakowało pastorów i skorzystali z tej sytuacji rabini, oferując swe usługi różnym sektom protestanckim, a to głownie jako kaznodzieje. To na tym tle narodził się tzw. Ruch Międzywyznaniowy (The Interfaith Movement). W praktyce początkowo ograniczał się jednak tylko do współżycia i współpracy rabinów z pastorami, ale później także, a to najważniejsze, do wypracowania jakiejś wspólnej religii. I tak powstał ekumenizm. Słowo „ekumenizm” wprowadzili rabini, którzy jednocześnie pracowali w synagogach i kaplicach sekt protestanckich jako pastorzy i termin „ekumenizm” pisali w języku greckim. Ważne jest, że dzieje się to jeszcze na ćwierć wieku przed wojną światową, a więc przed ruchami typu ekumenicznego w Europie. Tak więc głównym i najważniejszym źródłem ekumenizmu europejskiego, a później światowego jest ów żydowsko-protestancki Ruch Międzywyznaniowy (…)”.
„(…) Lance J. Sussman podkreśla, że chodziło im głównie o wypracowanie jednej powszechnej religii („a new universal religion”). Poza wspomnianym już brakiem pastorów dla zborów sekt protestanckich i z tego powodu ułatwienia rabinom zastępowania pastorów, a stąd też i wpływów religii judaistycznej na religię protestancką, proces ten umożliwia zjednoczenie judaizmu z protestantyzmem, a nawet proces wypracowania jakiejś nowej religii uniwersalnej (…)”.
„(…) Z artykułu tego także dowiadujemy się, że wszystkie te idee i projekty zostały już przyjęte przez judaizm i przez synkretyzm sekt protestanckich na zjeździe w Pittsburghu w roku 1885, a potwierdzone to zostało w Chicago w roku 1893 przez tak zwany „The World Parliament of Religions”, a nieco później przy okazji Międzynarodowej Wystawy w Nowym Jorku w roku 1939-1940 w formie „Świątyni Religii” (The Temple of Religion) i w rok później przez Światowy Parlament Religii z okazji Wystawy Kolumbijskiej. Autor przypomina także poprzednie ważne spotkania ekumeniczne jak np. w roku 1908 założenie Federalnej Rady Kościołów (The Federal Council of Churches – FCC), która to Rada unowocześnia dawną instytucję z roku 1905 zwaną „Pan Christian coalition” i ustanowienie Krajowej Konferencji Chrześcijańsko-Żydowskiej z roku 1928. i ustanowienie Krajowej Konferencji Chrześcijańsko-Żydowskiej z roku 1928. Ale co najważniejsze, że w tymże roku Ruch Międzywyznaniowy nawiązuje ścisłe stosunki z masonerią żydowską, a więc z B’nai B’rith i z Centralą Konferencji Rabinów Amerykańskich (…) Autor przypomina, że ten ekumenizm żydowsko-masoński spotkał się z odrzuceniem ze strony Watykanu, a nawet papież Pius XI wydał specjalną encyklikę „Mortalium Animos” (1928), w której kategorycznie zabrania katolikom jakichkolwiek stosunków z tym Ruchem Międzywyznaniowym i potępił ów ekumenizm jako heretycki i synkretyczny, i to dopiero Drugi Sobór Watykański uznał istnienie wspólnego dziedzictwa Żydów i chrześcijan. Autor także przyznaje, że antykatolicyzm był drożdżami owego Ruchu Międzywyznaniowego (…)”.
Czytając powyższe passusy teza Pierre’a Hillarda o tym, że protestantyzm to zjudaizowany katolicyzm najlepiej oddaje to z czym mamy tu do czynienia. I to pomimo tego, że Luter znany jest także jako autor traktatu „ O Żydach i ich kłamstwach” (1543), ale nie chcę już tego wątku rozwijać.
W kontekście chrześcijańskiego syjonizmu warto jeszcze zwrócić uwagę na to, że w powszechnym przekonaniu Żydzi dzielą się wierzących (talmudystów, kabalistów) i świeckich (syjonistów). Podział ten jest fałszywy, ale to także temat na inny odcinek.
Na koniec spiskowa hipoteza. Nagle, 13 marca pojawia się artykuł w Rzeczpospolitej dotyczący JP II, w którym mowa o tym, że kościół reagował szybciej niż milicja; że decyzje Wojtyły często wyprzedzały rozpoczęcie śledztw przez organy państwowe. Oczywiście może to przypadek. Ja uważam jednak, że to nie przypadek, gdyż w aktualnych realiach papież atlantysta i żydofil, „przyjaciel Reagana”, jest szczególnie potrzebny, a gdy zostanie „zużyty” i globalistyczna szajka postanowi do końca skompromitować synodalne chrześcijaństwo, nie wykluczam, że dziennikarze „odnajdą” kolejne nowe dowody. Tym razem już w innym świetle przedstawiające papieża Polaka.