Adagium to formuła, która wyraża ogólną prawdę o życiu. W dawnych czasach zdarzało się gdzieniegdzie, iż umieszczano w zakrystiach tabliczkę z pewnym, możemy powiedzieć, adagium mszalnym, które przywoływało kapłanów i ministrantów do gorliwości. Brzmiało ono następująco:
Sicut tu Me tractabis in Missae sacrificio, ita te tractabo in ultimo iudicio.
Jak ty Mnie traktujesz podczas Mszy Świętej, tak Ja ciebie potraktuję na Sądzie Ostatecznym.
Trzeba pamiętać o tym, że Chrystus jest obecny prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie pod postacią chleba i wina; On sam będzie sądził nas na Sądzie Ostatecznym. Głębia podanej myśli z pewnością wystarczyłaby za całą rozprawkę; spróbujmy jednak rzucić okiem w przepaść bezsensu, w której tkwią przeciwnicy mszalnego adagium.
Próba odcieleśnienia Pana Jezusa
We współczesnej teologii i praktyce liturgicznej wprowadza się, czasem nieświadomie, często pod pięknymi pozorami – pewien rozdźwięk między Słowem Bożym a Najświętszym Sakramentem. Zapomina się o wezwaniu z litanii: Serce Jezusa, ze Słowem Bożym istotowo zjednoczone. Możemy wezwanie sparafrazować: Komunio święta, ze Słowem Bożym istotowo zjednoczona. Duszpasterstwo w parafiach staje się nieraz miejscem głoszenia „Chrystusa odcieleśnionego”, „Chrystusa poza – sakramentalnego”. Wielu duszpasterzy sugeruje, że Pan Jezus kontaktuje się wielorako z nami i Jego obecność pod postaciami chleba i wina wcale nie jest czymś najwyższym i najwspanialszym, ponieważ jest duchowo obecny w głoszonej homilii, w braterskiej wspólnocie, w osobie celebransa, w ludzkich doświadczeniach religijnych, w relacjach międzyludzkich, w wypowiadanych świadectwach...
Tymczasem obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie jest czymś najwspanialszym i zupełnie wyjątkowym. Liturgia, w której Najświętszy Sakrament jest dodatkiem – oto wielkie niebezpieczeństwo związane ściśle z nowym rytem Mszy. Duszpasterstwo, w którym Pan Jezus jest narzędziem do osiągania celów doczesnych - oto wielka zniewaga. Cierpliwy czytelnik pozwoli, że niebezpieczeństwo zwerbalizuję na jeszcze inny sposób, aby stało się ono zupełnie jasne. Oto zwolennik minimalizmu eucharystycznego powie tak: Pan Jezus wprawdzie jest obecny w Najświętszym Sakramencie, ale jest też obecny na inne sposoby; będzie nas sądził, ale przecież nie przede wszystkim z tego, jak Go traktujemy na Mszy świętej, bo są inne przestrzenie, gdzie rozstrzyga się wszystko; a może właśnie nie będzie nas sądził, bo jest miłosierny. Przed tego typu myśleniem chroni podane wyżej adagium – jakże jednoznaczne i piękne. Bez konkretnej czci wobec Najświętszego Sakramentu w Kościele nic nie osiągniemy, do niczego nie dojdziemy i nic nie naprawimy. Bez Najświętszego Sakramentu nic nie możemy uczynić, co byłoby związane ze zbawieniem dusz.
Próba odrealnienia myśli ludzkiej
Ludzie, którzy mało sobie cenią Najświętszy Sakrament, a jednak uważają się za pobożnych, ostatecznie dokonują próby odcieleśnienia Pana Jezusa, co jest przeciwne Tajemnicy Wcielenia Słowa. Niektórzy myślą: Nie jest najważniejsze, jak traktujemy Najświętszy Sakrament – ważne, żebyśmy mieli relację z Panem Jezusem. Tak jakby Pan Jezus mówił: Jakkolwiek mnie potraktujesz na Mszy świętej, dobrze Cię potraktuję na Sądzie Ostatecznym. Warto zauważyć, że próba odcieleśnienia Boga powoduje próbę odrealnienia, "odcieleśnienia" ludzkiej myśli. Spróbujemy teraz wyrazić rzecz zawrotną.
Otóż filozoficzną warstwą ataku na Wcielenie jest ciągłe „odcieleśnianie” ludzkiej myśli. Znaczenie w zdaniu jest czymś zawężającym, ograniczającym - cielesnym. Jeśli wypowiadam ten sens, to nie wypowiadam innego. Jeśli afirmuję pewne zdanie, to neguję jego przeciwieństwo. Na tym polega cielesność myśli ludzkiej. Istnieją granice. Trzeba zgodzić się na ograniczoność wypowiadanego sensu. Jeśli potwierdzam, że myśl odnosi się do rzeczywistości, to zgadzam się na zawężenie, na ograniczenie związane z konkretnością materialnego bytowania.
Jeśli zaś uznaje się sprzeczności i sugeruje się, że wszystko można robić jakkolwiek – szczególnie w dziedzinie liturgii świętej – to odbiera się rzeczywistości sensowność. Wypowiadam ten sens, ale także inny, a także sprzeczny z tym, co powiedziałem wcześniej – jeśli tak jest – wtedy słowa nie mają żadnego znaczenia. Nie są zakorzenione w Słowie Wcielonym.
W liturgii nie możemy robić czegokolwiek i jakkolwiek, bo – rzekomo - liczy się wewnętrzna relacja z Panem Jezusem. Rzecz jasna, że ta refleksja odnosi się równie skutecznie do życia domowego, małżeńskiego, zawodowego, intelektualnego.
Samochód, w którym jakikolwiek silnik mógłby być umieszczony gdziekolwiek, a rozpoczynać jazdę można by z jakiegokolwiek biegu – byłby z pewnością samochodem bardzo wolnościowym, ale poruszaliby się nim chyba tylko aniołowie. Przez analogię możemy zrozumieć sprawę liturgii, której wielkość polega na tym, że nie jest czymś dowolnym. Jeśli coraz więcej elementów zostawia się spontaniczności i coraz więcej rzeczy można zrobić jakkolwiek, to taka liturgia nie odbija pokory Wcielonego Słowa. Chrystus nie jest „Jakimkolwiek Słowem”, ale Wcielonym Słowem. Dlatego Mszał zawiera konkretne rubryki, czyli wskazania, co ksiądz ma zrobić, oraz nigryki, czyli teksty, które ma przeczytać. Kapłan może powtórzyć: Oto ja, służebnik Pański, niech mi się stanie według Słowa Mszalnego. Współcześni reformatorzy zaś chcą dokonać parafrazy: Oto ja, kreator liturgiczny, niech mi się stanie według pomysłu mojego. Niech sam czytelnik oceni, co jest bliższe Wcielonemu Słowu.
Mamy zatem próby odcieleśnienia Pana Jezusa oraz próby odrealnienia myśli ludzkiej, które są zjawiskiem szerszym, ale przejawiają się również w dziedzinie liturgicznej. Pewne problemy i niebezpieczeństwa ledwie zasygnalizowaliśmy – resztę pozostawiamy refleksji czytelnika. A na chwałę Wcielonego Słowa powtarzamy przepiękne adagium:
Sicut tu Me tractabis in Missae sacrificio, ita te tractabo in ultimo iudicio.
Komentarze
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Wspaniałe adagium. Nie było mi znane a jednak miłość do Jezusa Chrystusa nie pozwala mi czynić inaczej jak tylko oddawać cześć zawsze i wszędzie, a już najmocniej podczas mszy świętej, gdy spotykamy się z Nim żywym. Obecne nauczanie kościoła jest o zgrozo inne i dlatego czuje się w obowiązku informować wszystkich dookoła o błędach. Jednak jest to bardzo trudne i często kończy się niepowodzeniem, ale trzeba nauczać by choć jedną osobę doprowadzić do zbawienia. Bóg zapłać za ten analityczny wpis. Nie wątpliwie dzięki temu portalowi czerpie wiedzę i inspiracje do działania!! 🙏