COVIDOWE REMANENTY CZ. 1. Kryzys zdrowotny czy operacja strategicznego zarządzania percepcją.

  @bs
16.02.2026
Dla ludzi, którzy do dziś są przekonani, że to z czym mieliśmy do czynienia od 2020 r. było kryzysem zdrowotnym nie ma już chyba ratunku. Jeżeli takowe ich przekonanie nie jest wynikiem głupoty, to z pewnością zawinionej ignorancji. O ile jestem w stanie zrozumieć, że na początku można było nie mieć rozeznania w tym co się dzieje, o tyle dziś, blisko sześć lat po tym morderczym cyrku, każdy ma możliwość dotarcia do wiadomości, które oficjalnej narracji przeczą. Dlatego nie zamierzam poświęcać czasu na przekonywanie nieprzekonanych. Wspomnę natomiast o tym, co różni tych, którzy plandemiczną narrację kwestionują. Nie ukrywam także, że siły, które nam ten spektakl zorganizowały postrzegam za rzeczywistych władców tego świata. Będzie zatem głównie o tym czy od 2020 mieliśmy do czynienia z rzeczywistym kryzysem zdrowotnym oraz jak to było z tymi „szczepionkami”. 

Fundamentalne znaczenie dla oceny zjawiska plandemii COVID-19 ma udzielenie odpowiedzi na pytanie: czy w ogóle mieliśmy do czynienia z pojawieniem się nowego, groźnego wirusa? Uważam, że na tak postawione pytanie należy udzielić odpowiedzi przeczącej. 

Dlaczego? Na początek kilka faktów z Polski, pochodzących z raportu NIK z 9 września 2025, w którym Izba przedstawiła 222-stronicową informację zbiorczą z wyników dziewięciu kontroli dotyczących epidemii covidowej. 
https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/megainformacja-epidemia-covid-19.html
 
Ustalenia, na które chciałbym zwrócić szczególną uwagę:
  1.   Łączna liczba przypadków COVID-19 i grypy w 2020 r. (niecałe 4,5 mln) była znacznie niższa od liczby przypadków grypy w latach 2017-2019 (ponad 5,2 mln w 2018 r.).
  2.  Gwałtowny wzrost liczby zgonów w pierwszym roku plandemii wystąpił dopiero w październiku 2020 czyli pół roku od jej ogłoszenia i celowego zdezorganizowania służby zdrowia (utworzenie szpitali jednoimiennych itp); pamiętam jak śledziłem przedstawiane z miesięcznym opóźnienie dane statystyczne o zgonach i bodajże do sierpnia/września 2020 mieliśmy w Polsce mniej zgonów ogółem niż w 2019. 
  3.  Zgony z powodu COVID-19 nie stanowiły w latach 2020-2022 głównej przyczyny zgonów (nie przekroczyły nawet 20%).
  4.  W latach plandemicznych (2020-2022) liczba hospitalizacji była mniejsza niż w 2019 pomimo światowej plandemii. 

Wiadomo także, że z chwilą pojawienia się COVID-19 praktycznie zniknęła grypa.

Każdy kto chce dowie się także, że podstawowe narzędzie do diagnozowania SARS-COV2/COVID-19 (złoty standard) czyli test PCR w ogóle nie służy do diagnostyki. Wypowiedzi wynalazcy tej metody, Kary’ego Mullisa, są w tym względzie jednoznaczne. Mullis podkreślał, że PCR to technika amplifikacji (namnażania fragmentów DNA/RNA), a nie test, który sam w sobie mówi o chorobie czy o tym, czy wirus jest żywy i zakaźny. Z tego względu, gdy ktoś mówi o zmarłych na COVID-19 pozostaje jedynie westchnąć z politowaniem. Tu problemem jest niedowierzanie opinii publicznej w to, że mogli być tak bezczelnie oszukiwani przez lekarzy, media i polityków. 

Wreszcie, dziś już nikt poważny nie kwestionuje faktu, że nie ma objawu, który charakteryzowałby wyłącznie to schorzenie. Utrata węchu/smaku są objawami występującymi także przy okazji innych schorzeń, ale uporczywie stręczono je w latach 2020-2023 jako objaw stricte covidowy.  

Warto także przypomnieć, że w latach 2020-2022 chorzy byli nawet ci, którzy zostali dodatnio stestowani choć nie wykazywali żadnych objawów tzn. chorowali bezobjawowo...  no comments...

Dla mnie rozstrzygającym argumentem za tym, że nie pojawił się żaden nowy, groźny wirus, były badania prof. Ioannidisa opublikowane jesienią 2020 i ostateczne na wiosnę 2021, wskazujące, że śmiertelność (IFR, infection fatality rate) COVID-19 jest na poziomie grypy sezonowej: 
https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/eci.13554

W tym miejscu warto także podkreślić, że czynnikiem mającym wzmacniać przekaz o tym, że rzeczywiście pojawił się nowy i groźny wirus, była trwające poza mainstreamem dyskusja o tym, czy SARS-CoV2 pochodzi z nietoperza czy z laboratorium. Było to kompletnie niedorzeczne i odwracało uwagę od istoty problemu. Skoro śmiertelność choroby była na poziomie grypy sezonowej, to jakie znaczenie ma skąd się to wzięło? Siłą rzeczy ludzie słuchający tego typu dyskusji wdrukowywali sobie przeświadczenie, że nowy wirus rzeczywiście się pojawił, a ich uwaga przekierowana była ku sensacyjnym wiadomościom o wirusie z laboratorium (plus historyjki o gain of function). W ten sposób nie poświęcali uwagi na to co ich samych bezpośrednio dotyka. Nie poświęcali uwagi gigantycznej grabieży w ramach Wielkiego Resetu i wydawaniu olbrzymich sum z funduszu covidowego poprzez BGK. Potem dodatkowo kupowali brednie o putininflacji mimo gigantycznego dodruku pieniądza w czasie plandemii. Jeżeli chodzi o skalę niegospodarności – warto ponownie odesłać do raportu NIK. 

Mając na uwadze powyższe - nie sposób uznać, że mieliśmy do czynienia z rzeczywistym kryzysem zdrowotnym, wywołanym pojawieniem się nowego wirusa.