Dziś, mój Drogi Czytelniku, chciałbym podzielić się pewną obserwacją, być może gorzką, na temat naszej strony światopoglądowej. Musimy być gotowy do zdrowej samokrytyki. Zauważmy, że strona przeciwna, która zamiast za Panem Bogiem wybiera pójście za światem, w postrzeganiu rzeczywistości charakteryzuje się dość krótkim horyzontem czasowym. Raz, że tak zawsze usposabia człowieka skupienie jedynie na doczesności, dwa, tak jesteśmy dziś niemal tresowani.
Po pierwsze przez programowanie nas na szybką gratyfikację, po drugie przez programowanie naszej uwagi, by co chwilę zmieniała przedmiot zainteresowania, czego apogeum jest powstanie filmików zwanych shortsami, które milionom ludzi odebrały już zdolność koncentracji uwagi na jednej myśli przez dłużej niż minutę. Chcę zwrócić uwagę na to, że szybka gratyfikacja i smażenie mózgu dopaminą przez zmieniające się obrazy to nie są narzędzia nakierowane jedynie na niewierzących, na tych, którzy dali się zwieść utopijnym wizjom neomarksistowskim. My też jesteśmy w ten sposób programowani.
Katolicy nie umieją się postawić wszystkim negatywnym zjawiskom na świecie, gdyż zabierają się za to z logiką typową dla strony przeciwnej. Chcą szybkich rozwiązań, szybkiej gratyfikacji, szybkiego zwycięstwa. Nie chcą przyjąć do wiadomości, że nic tu nie wydarzy się szybko. Rewolucja ustanawia swoje nieporządki błyskawicznie. Porządek, który nam się marzy, i który mamy obowiązek budować, przywracać można jedynie powoli. Jeżeli więc dziś ponad połowa rodaków ma w głowach i sercach idee rewolucji neomarksistowskiej, trzeba wreszcie przyjąć ten tragiczny stan spraw do wiadomości i porzucić mrzonki o szybkiej pozytywnej zmianie.
Właśnie z takich nierozsądnych oczekiwań bierze się tak częsta dziś postawa rezygnacji, tzw. ZAŁAMKA. Nie ma szans na szybką poprawę? ZAŁAMKA. Tyle, że szans na szybką poprawę nie ma w zasadzie nigdy i w niczym i dlatego właśnie tak bardzo ważne jest, żeby nie pozwolić burzyć kultury, dorobku cywilizacyjnego, tożsamości, moralności narodu... Gdy już to nastąpi, a niestety nastąpiło, odbudowa Polski musi odbywać się powoli, konsekwentnie i organicznie i nie jest w gestii tej czy innej partii politycznej. Trzeba porzucić nasze przywiązanie do szybkiej gratyfikacji i przyjąć po pierwsze postawę katolicką, która nakłada obowiązek walki, a nie obowiązek zwyciężania, i po drugie perspektywę kilku pokoleń.
Przyszłość Polski jest przede wszystkim w rękach Pana Boga, natomiast na poziomie ludzkim zależy od naszych wysiłków nastawionych na efekt w długiej perspektywie, może po naszej śmierci. Od codziennych, często drobnych kroczków. Na poziomie dobrego i sumiennie, na chwałę Bożą, ogarniętego poletka naszego życia. Następnie na poziomie jednego, może kilku umysłów, które uda się przeciągnąć na stronę porządku, na poziomie każdej porządkującej inicjatywy, na poziomie pracy u podstaw. Nie wolno się zniechęcać. A skąd to zniechęcenie zwykle się bierze? Z przyjęcia postawy rewolucyjnej: chcę by było lepiej tu i teraz, a jak nie to ZAŁAMKA.
Mój Drogi Czytelniku, co myślisz o tym co napisałem? Czy zgadzasz się, że dla Polski nastał teraz czas pracy organicznej? Ta rozprawka nie jest apelem o zaprzestanie walki o suwerenność Polski tu i teraz, bo tam gdzie się da, tam trzeba tu i teraz postępować właściwie. Ale nie zaniedbujmy konsekwentnej pracy organicznej, która efekty, daj Panie Boże, przyniesie być może po naszej śmierci. Panu Bogu nic z ręki się nie wymknęło. Być może nam trochę z rąk wymyka się Polska, ale tę odzyskamy jedynie powoli. Życzę wszystkim powodzenia i odwagi.
Komentarze
Dzięki za tę rozprawkę.
Niby człowiek o tym wszystkim wie, ale stale i stale trzeba stawiać siebie samego do pionu. W przeciwnym wypadku łatwo może wkraść się mniejsze lub większe zniechęcenie, marnotrawstwo czasu, przesadny strach po uświadomieniu sobie jak bardzo jest już źle lub zwyczajne w świecie lenistwo.
Nie zliczę ile razy zabierałem się w pierwszej kolejności za rzeczy, które przychodzą mi łatwiej, a te trudniejsze odkładałem na później. Nie zliczę ile razy marnowałem swój cenny czas, bo właśnie ogarnęła mnie rutyna lub zniechęcenie. Nie zliczę jak dużo godzin zmarnowalem przez brak solidnego uporządkowania swojego dnia. Nie zliczę ilu ważnych rzeczy jeszcze nie zacząłem, bo przecież łatwiej jest poświęcić czas na wertowanie jakiś informacji w Internecie. Oczywistym jest, że te trudniejsze rzeczy wymagają przede wszystkiego tego, żeby... ZACZĄĆ. Potem jakoś już idzie. Zazwyczaj mozolnie, ale idzie.
Polska na każdym polu wymaga tytanicznej pracy u podstaw. Sensownie myślący Polak dobrze wie, że tak "po ludzku" Polski odzyskać się nie da. Przecież to widać gołym okiem.
Pozostaje nam wytrwale pracować nad sobą i nad swoim otoczeniem. Niezależnie od efektów. Kto wie. Może odzysania Polski nie dożyjemy, ale zawsze możemy mieć wpływ na swoje własne, małe ojczyzny. Być może właśnie z tych małych ojczyzn, kiedyś odbuduje się ta wielka, KATOLICKA.