Pewnym sloganem w tej społeczności jest już mówienie o tym, że każdy wiązał nadzieje ze wspomnianym kanałem. Że "Stanu" jest dorobiony, więc zamknięty na ciągoty materialne i że wchodził w spory, często sądowe z naprawdę znanymi i możnymi ludźmi, więc na pewno musi być odporny na naciski. A jak ktoś wejdzie mu w paradę to ten nagrywa film w którym tak ciśnie argumentami, że druga strona nabiera wody w usta i kończy temat. Aż chciałby się napisać, że po prostu facet operuje prawdą i że to prawda stoi po Jego stronie.
A co uważam ja, teraz, blisko kolejnej rocznicy powstania tego autorskiego projektu?
O ile na początku oglądałem większość treści publikowanych na nim, to teraz widząc miniaturkę, tytuł, z góry wiem, czego się spodziewać, a kliknięcie raz na jakiś czas by się przekonać, a właściwie z nadzieją, że się mylę, tylko mnie w tym utwierdza. Ale cóż, dziś dałem się strollować :)
Z góry przepraszam za długie wynurzenie, bo o ile sam film trwa w teorii chyba 13 minut , to w praktyce ilość czasu przeznaczonego na reklamy skraca istotną część raczej poniżej 10 minut, a ja obejrzałem ten film dla rzetelności kilka razy i nawet zrobiłem notatki (wierzcie lub nie, ale to 4 strony A4!), bo odnoszę wrażenie, że ten materiał nie jest przypadkowy ani w formie, ani w treści, ani w żadnym detalu, choć ma kilka niesłości, które wydaje mi się, że znalazłem i chętnie się nimi z Wami podzielę.
Pierwszym co rzuca się w oczy jest fakt, że osobą czytającą, bo odnoszę wrażenie, że scenariusz jest napisany przez kogoś innego, nie jest nikt z pierwszej ligi kanału, nawet nie mówiąc o ekstraklasie posługując się nomenklaturą z której wywodzi się założyciel. Tutaj raczej ławka rezerwowych niższej ligi.
Od wstępu dostajemy w twarz dychotomiami i podziałami, od samego początku coś kontra coś. "Nasze" święta vs tradycje jednej z mniejszości. Podział, a jeśli podział to co? To ktoś musi go dokonywać. Ale zanim to, to dowiadujemy się, że wcześniej był to temat niszowy, który w zasadzie nikogo nie interesował, ale zdarzyło się coś (każdy widział tytuł i wie co), co... I tutaj zacytuję to zdanie w całości:
"Jednak miała miejsce seria okoliczności, która wypchnęła to żydowskie święto do rangi tematu, który zaczyna dzielić równie mocno (tutaj pauza i grymas), co wiele innych sporów, które mają potencjał na zmianę układu sceny politycznej w polsce".
Mówiąc po młodzieżowemu - grubo, bo mamy 45 sekundę, dopiero zajawkę tematu, a dzieje się naprawdę bardzo dużo.
Ale teraz pytanie do Was - czy też nie mieliście wrażenia, że w czasie tej pauzy, spodziewaliście się wspomnienia o aborcji? Ja aż zrobiłem wdech, gdy widziałem to pierwszy raz.
Co już wiemy? Są różne tradycje, ale ktoś działa cynicznie wbijając kliny, tylko po to, żeby "dorwać się do władzy" i wszyscy wiemy kim on jest. W dodatku to nie pierwszy raz, bo z aborcją chodziło o to samo i "okoliczności" związane z panią gizelą, to było z grubsza to samo.
Tutaj pierwszy twist, bo ja spodziewałem się, że materiał będzie o Grzegorzu Braunie, a z ekranu wyskakuje Nawrocki i jego obietnice wyborcze. Następnie na rozluźnienie atmosfery taki mały żarcik, bo prowadzący o tym, że zapadła decyzja o niezaświeceniu świeczek skwitował słowami "dziś te słowa stają się ciałem". Ja pękam ze śmiechu. Ale to nie koniec, bo o ile dla jednych to tylko nic nienaczący, kurtuazyjny gest, to dla zwłaszcza wyborców Grzegorza Brauna ta deklaracja była "jak 11 przykazanie wyryte na tablicach przymierza". Delikatnie mówiąc nie czuję tego poczucia humoru i sprowadzanie takich znaczeniowo głębokich słów do poziomu pustosłowia mającego połączyć kogoś z dość mało poważnie brzmiącym Katolicyzmem w założeniach tego materiału uważam za niepoważne. Co nie znaczy, że nie było to celowe, bo z drugiej strony podczas trwania całości pokazuje się głębię drugiej religii, mówi się o niej bardzo często w kontekście kultury, o tyle tutaj trywializowanie na granicy dobrego smaku.
To oczywiście nie koniec, bo trzeba pokazać kogo reprezentuje Pan Grzegorz, a najlepiej to zrobić wklejeniem screena z jakiejś rolki, gdzie widać jakąś dość młodą kobietę z dmuchaną gaśnicą na plecach i podpis "Wesołej Chabuki:D". Nie wygląda to zbyt poważnie. Dowiadujemy się też, że "akcja z gaśnicą" była niesławna.
Ale temat jest urwany i następuje disclaimer, że jasne, wolność słowa i na każdy temat - wiadomo, ale są tematy, jak JAKAKOLWIEK religia, powinny być traktowane z wyjątkową delikatnością, bo dotyczą najgłębszych uczuć i fundamentalnych wartości (uczuć, które ktoś może obrażać i wartości, które ktoś może podważać, prawda?) no i oczywiście należy to robić w cywilizowany sposób. A bieganie po sejmie z uruchomioną gaśnicą to wiadomo. Nazwać tego obroną wartości Chrześcijańskich czy cywilizacji łacińskiej nie można. I znów nabieram przeświadczenia, że ktoś chce to przedstawić w taki idiotyczny sposób, nieudolny? Taki tam heppening, w co obraz dmuchanej gaśnicy wpisuje się bardzo dobrze - dzieci, dmuchane zabawki, heheszki. Nic poważnego. Dlaczego w tym miejscu, ani nigdzie indziej w całym filmie nie pokazano fragmentu materiału, gdzie by było widać jak te "okoliczności" wyglądały? Czy ktoś tam biegał po sejmie? Czy robił sobie jaja z tego wszystkiego? No właśnie dlatego, że widać, że nawet dla prowodyra ówczesnych wydarzeń nie było to łatwe i wiedział, że to coś dużego, moim zdaniem można było zauważyć jak rzadko, że serce bije bardzo mocno, bo to duży w skali gest, coś ważnego i trzeba mieć to pod kontrolą. Ale jak widać, można po prostu tego wszystkiego nie pokazywać i zacząć mówić o sejmowych gonitwach jak w Benny Hill Show z tą głupkowatą muzyką jako podkład.
Jest jeszcze jeden niuans, który wychwyciłem, możliwe, że przez swoją nadwrażliwość, ale jednak gdy padają słowa o cywilizacji łacińskiej, to od razu po nich domyślne dopowiedzenie "(...) z którą my, jako Polacy, się przecież utożsamiamy". Nie, że jesteśmy jej częścią, ale się utożsamiamy - tak bardziej jednostronnie to brzmi, że nie ona nas, ale my ją traktujmy jakąś relacją. Takie tam małe krzewienie kompleksów, jak to chcemy należeć do świata zachodu.
Tutaj jednak język poważnieje i to bieganie, to nagle jakiś punkt krytyczny. Punkt krytyczny czego? Kolejna dychotomia. Dość zabawna, bo teraz podobno "narodowa debata" została sprowadzona do dwóch symboli - gaśnica kontra chanuka. Przy czym ten pierwszy symbol został określony jako część "ludowego marketingu politycznego". Więc znów cynizm Brauna ale też nawiązanie do znanej akcji, podobno tak fałszywej i krytykowanej pytającej o wybór między Świętami Bożego Narodzenia, a chanuką właśnie. Gra skojarzeń, bo wiele osób tamto pamięta, to oburzenie pewnych środowisk i gaśnicę jako symbol, który tutaj został celnie umieszczony zamiast tych "naszych" Świąt, by ułatwić to dopowiedzenie - ludowy ma takie znaczenie skansenowe, jakieś tam ludowe tańce, wierzenia. Taki obciach z grubsza. Do tego taki marketing jest budowany na kontrze, więc najskuteczniejszy. Zatem do znudzenia - podziały, wbijanie klina, cyniczna gra i coraz większe oderwanie od faktów, w które można wierzyć albo nie, ale jednak które zostały wielokrotnie przez Brauna wypowiedziane. O warstwie znaczeniowej tego gestu. Tutaj nie ma o tym słowa w żadnym fragmencie, w żadnej sekundzie. Tutaj bazujemy jedynie na opisie w krzywym zwierciadle, wykrzywionym pod z góry założoną tezę i bardzo trudno odnieść inne wrażenie - ten materiał ma zupełnie inne cele niż ktokolwiek pierwotnie mógłby pomyśleć. Tutaj nie ma żadnej prawdy, to nie jest żadne dziennikarstwo. Jakby tak się cofnąć na krok i wyłączyć emocje, to czym się to różni od gazety wyborczej ze swoich "najlepszych" lat? Różnica jest znacząca - tam było mniej reklam :)
W tym momencie zacznają kłamstwa, bo to wszystko o czym było wcześniej ma być atencją, "politycznym złotem", by wejść do parlamentu. Ale przecież Konfederacja Korony Polskiej w sejmie jest. Gdyby powiedzieć, że chodzi o zwiększenie liczby posłów czy tam siły parlementarnej, to ok, ale wejść do sejmu? Czy to nie jest jakieś puszczenie oczka, dla tej nielicznej grupy ludzi, którzy domagają się publikacji materiałów tej partii, że ich przecież nawet nie ma w sejmie? Czy po prostu umniejszenie roli? Nie wiem, ale na pewno chodzi o pokazanie desperacji, że dla tego nomen omen złota, są gotowi zrobić wszystko.
Ciekawym jest też mówienie o tym, że prezydent Lech Kaczyński WSKRZESIŁ TRADYCJE zapalania świec chanukowych w pałacu prezydenckim. Chyba nie da się wskrzesić czegoś, co wcześniej nie umarło? Może się mylę, ale ja nie kojarzę by taka tradycja istniała wcześniej. Ale proszę o info jakbym jednak nie miał racji.
Tak czy inaczej wspomnienie "ikony" PiSu, a potem także prezydenta Komorowskiego i Dudy nie jest przypadkiem, ma to pokazać, że niezależnie od tego z jakiej formacji kto rządził, zawsze szanował tę "tradycję" ponad podziałami. Dopiero to Braun i Jego wyborcy wywarli wpływ na prezydenta Nawrockiego, który musi przecież obietnic dotrzymywać, a który, co sam prowadzący mówi wprost, wygrał dzięki poparciu w kluczowym momencie przez tę właśnie grupę. A nikomu to przecież przez tyle lat nie przeszkadzało, do teraz... Taki tam sobie gest, dowód na to, że Polska to dom różnych tradycji. Teraz to problem NARODOWY, a ci prymitywni radykalni prawicowcy utożsamiają zapalenie czy też niezapalenie, albo zgadzenie kilku świeczek z "wielkiem frontem o polską godność".
I tutaj jeden z tych momentów, w których ktoś chyba się rozkojarzył pisząc scenariusz, bo padają słowa, że celem tych radykałów jest nic innego tylko zdenerwowania w Izraelu bądź ambasadzie USA... Gdzie?! W jakiej ambasadzie? Czemuż to ambasada USA miałaby się denerwować z braku jakiegoś tam kompletnie nieistotnego gestu zapalenia bądź nie, jakichś tam świeczek i to w dodatku chanukowych, zupełnie z USA niezwiązanych? Fragment dla mnie zupełnie niezrozumiały :)
Ale Grzegorz Braun lubi te nerwy, bo dzięki temu jesteśmy silni i niepodlegli. Bo niepodległość to jak gdzieś się denerwują, że robimy im na złośc. Jak On lubi dzielić i jaką radość czerpie z czyjegoś zdenerwowania - to musi być bardzo zły i zakompleksiony człowiek, bo nic nie tworzy tylko dzieli, a najważniejsza jest satysfakcja, że kogoś wkurzył. I tak, te słowa padają wprost. Tutaj na myśl przychodzą już przeterminowane sentencje o tym by zamiast tego budować stadiony :)
Ale idziemy dalej w las i zostaje nam przybliżona cała historia chanuki z naprawdę detalami o których ja wcześniej nie słyszałem i to z zadziwiającą lekkością i biegłością! Godne pozazdroszczenia, choć jestem ciekaw czy tak samo biegle autor (kimkolwiek by był) porusza się w tematach Katolickich. Tego się niestety raczej nie dowiemy. Choć może jednak trochę tak, bo dowiadujemy się, że chanuka, to nie jest jakaś tam żydowska gwiazdka! Co to to nie! To jest historia walki o tożsamość, która powinna być nam - Polakom, bliska. Ciekawe czy bliższa niż jakaś tam "gwiazdka".
Choć symbolika jest dość interesująca, bo to lepsze święto symbolizuje walkę w kontrze do globalnej, dominującej cywilizacji, która uniemożliwiała żydom życie wg własnych zasad (czyżby definicja antysemityzmu?) pokazująca duchową niepodległość, kulturę i odrębność. Gdyby tylko przełożyć to na współczesny grunt... Ciekawe by można było mieć przemyślenia, ale nie wiem czy do końca o to chodziło w tym wywodzie. Ważne, że to nie jakaś tam "gwiazdka", a naprawdę głębokie święto. Choć z drugiej strony to też tylko zapalenie jakichś tam świeczek, bo 2200 lat temu ktoś miał oliwy na dzień, a paliła się osiem dni. Trochę trudno mi nadążyć.
Ale są też podobieństwa - to taki ciepły rodzinny czas (znacie to?), kiedy je się potrawy smażone na oliwie (nie ważne, że nie zdrowe, ale ważne prawdopodobnie aby nie było ich 12), jakieś pączki czy placki ziemniaczane. Kto ich nie lubi? Na samą myśl wracają wspomnienia z dzieciństwa. Zaraz się okaże, że nawet o tym nie wiedziałem, a nigdy nie świętowałem jakiejś tam "gwiazdki" a właśnie chanukę! Co hannukah gelt czyli te sławne czekoladowe monety w sreberkach zdają się potwierdzać. Natomiast miło jest wiedzieć, że znów nas coś łączy z wyznawcami religii mojżeszowej i tym razem to oni wzięli coś od nas (spokojnie, będzie tak jeszcze wiele razy #447), a jest tym kolejna ciepła tradycja dzielenia się prezentami z dziećmi. Czyli na domiar złego Pan Grzegorz, nie chce ciepła i rodzinnej atmosfery, ani żeby dzieci zajadały pączki i cieszyły się zabawkami. A to przecież takie niewinne! Poziom wpychania nam tych tez do głowy mocno spada, ale na minimum przyjdzie trochę poczekać, bo po pięknej historii wracamy do teraźniejszości.
Powiem więcej - do geopolityki. Bo właśnie w tej geopolityce Grzegorz Braun wytrącił nam z rąk największy skarb jakim był argument na arenie międzynarodowej - u nas prezydent szanuje mniejszości narodowe! Nikt u nas nie prześladuje innych wyznań! Należałby to rozumieć, że skoro straciliśmy ten argument to u nas prezydent nie szanuje mniejszości, za to zaczął je prześladować? Prezydent to może nie, ale Braun na pewno! No i faktycznie wielka to strata, bo ja od zawsze kojarzę naszą politykę międzynarodową ze skutecznością w posługiwaniu się takimi argumentami - zawsze w krytycznym momencie któryś polityk wypowiadał tę formułkę, a problem znikał. Tak było, nie zmyślam. Istotne, by wpędzić nas w poczucie winy.
Choć nazwiska Pana, które występuje w tytule i którego twarz widzimy na miniaturce, lepiej nie wypowiadać, ważniejsze są tłumaczenia o tym, że Pan Prezydent musiał, że były naciski, że nie miał wyjścia, że obiecał, że On z żydami to tak! No ale musiał puścić oczko do wyborców Brauna i konfederacji.
Może jest ktoś oprócz mnie pamiętam jak Pan Stanowski coś mówił o tym, że nie chce się tłumaczyć? Zastanawiałem się przed kim miałby, ale chyba ten materiał odpowiada na to pytanie. Choć występowanie w roli rzecznika PiS, dwóch prezydentów z tej partii, zaczyna mnie skłaniać, że te teorie spiskowe jakoby ta właśnie partia zaoferowała pieniądze na rozkręcenia tego medium, niegdyś wydawająca się absurdem, może być przynajmniej po części prawdziwa? Andrzej Duda, były prezydent, który zdaje się za swojej prezydentury reprezentował w jakiś sposób na dalekim wschodzie firmę, której to stał się członkiem zarządu czy coś zaraz po wygaśnięciu prezydentury, a która to jest jednym z głównych sponsorów kanału zero? Którego to on jest publicystą i którego to kanału dziennikarzy zapraszał do siebie na jeden z ekskluzywnych wywiadów gdy ten kanał dopiero co się otwierał? Może mam luki w pamięci i coś pomyliłem, ale tak to mi się jakoś w głowie układa. A teraz w materiale w którym obecny prezydent, też występujący u nich na antenie, ma znaczenie na pewno nie najistotniejsze, albo przynajmniej nie bardziej istotne od tego "jednookiego" jak bywa nazywany ostatnio przez antyfanów, występuje co chwila i to w formie tłumaczenia go, że inaczej nie mógł, że to wcale nie on jest winny, tylko ten czarny charakter. Dziwne, acz wiele mówiące.
Myślicie, że to koniec? Że dalej pójść nie można? Że o co więcej można oskarżyć? Phi, może jeszcze o wojnę, co? Jasne, że nikt takiej okazji nie może przepuścić :)
Zaczyna się niewinnie, od eufemizmów - "dramatyczny krajobraz w gazie". "wojna Izraela z Palestyną",a mimo tego, żeby się nie zagalopować w to jaki to krajobraz i skąd tam się wziął musi paść oczywiście "nie zagłębiając się w meandry polityki, bo nie o tym jest to commentary". No jasne, zupełnie nie o tym, to się samo tak zrobiło.
Ciekawych wyrażeń jest więcej, np. "część polskiego społeczeństwa jest wyraźnie oburzona skalą izraelskiej operacji wojskowej i obrazami cierpienia cywilów" Czego? Jakiej operacji? Specjalnej? A nie, to Palestyna, a nie Ukraina, tutaj operacja wojskowa jest ok i lepiej nie wnikać w to kto kogo i tak dalej.
No i w sumie, niech cywile cierpią, ale niech tego nie pokazują, to rani moje uczucia estetyczne. Niech pokażą coś wesołego - tańczących albo śpiewających żołnierzy, ale koniecznie bez tłumaczenia z czego się tak cieszą :)
Ważne, że część Polaków nie chce się z tym godzić i spada poparcie ze wszelkimi inicjatywami związanych z mniejszościami żydowskimi.
I tutaj wchodzi wiadomo kto, bo jeszcze dodatkowo podsyca te nastroje, czego z jednej strony wprost nie mówią, ale z drugiej strony stwierdzenie, że "emocje społeczne nie znają niuansów", te same emocje, które wywołuje wielki nieobecny materiału, którego twarz zobaczymy tylko na miniaturce.
Ale dobre jest też to tworzenie obrazów w głowie, mój ulubiony to ten, gdy wspomina się, że rabin przestaje być dawnym sąsiadem, czy elementem kultury w dawnej Polsce. I znów, niby nikt nie mówi, że skoro przestaje być sąsiadem, to kim zaczyna być, ale każdy podświadomie wie o co chodzi. Do tego taka książka "sąsiedzi", to chyba też nie przypadek, że padają tutaj takie słowa. Trzeba też oczywiście dodać, że żydzi w Polsce, to przecież obywatele polscy! A z państwem na literę I czy z panem Netanjahu i prowadzoną przez niego polityką nie mają nic wspólnego. Ale chwila, chwila! Jak są ujęci w statystykach takiego wydarzenia na literę H sprzed 80 lat? Jako Polacy? Czy jako żydzi? O czym jest obecna polityka? Serio? Naprawdę, to sprawiło, że poczułem się obrażony intelektualnie.
Cały ten materiał jest w moich oczach niezbyt rzetelny, jest manipulacją i w dodatku nie jest tym, czym obiecuje być, bo o samej gaśnicy nie mówi nic poza jakimiś ogólnikami i kłamstwami. Znalazło się miejsce na retro zdjęcie chłopca zapalającego świeczkę chanukową, a nie było czasu na 30s materiału wprowadzającego w arkana tego co w ogóle miało miejsce. Co zainteresowany mówił o tym co i dlaczego zrobił i co się tam działo, ani słowa o anturażu być oczywiście nie może, a wszelkie drażliwe tematy trzeba szybko ucinać słowami, że nie materiał o nich.
Skwituję to tak - miałem inne oczekiwania po kanale zero. Gdy ogłosili rekrutację żałowałem, że nie zgłosiłem się, żęby pójść budować prawdę, nawet jako jakiś staż, za darmo, ale żeby być częścią czegoś wielkiego. Czegoś co odmieni rynek medialny w Polsce. Ale jak widać, dobrze, że tego nie zrobiłem, bo z jednej strony oddałbym fragment mojego życia, musząc podpisywać się pod czymś, czego bym się wstydził czując się jak wykorzystany frajer, który chciał zrobić coś dla idei.
Teraz wiem, że będę klikał w te materiały jeszcze rzadziej, bo naprawdę nie ma po co. Zmarnowałem tylko czas i nerwy. Jak ktoś doczytał te wypociny do końca to gratuluję, mi by się nie chciało przedzierać przez 18 000 znaków by dowiedzieć się czegoś tak oczywistego.
PS wczoraj widziałem materiał o zamachu w Australii, tam też wiedzą jeszcze mało co, ale już pewni, że nie była to akcja pod fałszywą flagą.
Mimo, że początkowo bardzo doceniałem tą taką logiczną spójność Pani Pinkwart, to tym razem po tym stwierdzeniu zamknąłem kartę.
Jedyną rzeczą, która daje jakieś nadzieje, są komentarze.
Komentarze
Szacunek, wnikliwa analiza. Takie wpisy będą wkrótce podbijane na Tradsie. Pozdrawiamy
@zespol_TRADS: powinienem byl to zredagować, bo na pewno warstwa językowa nie jest idealna, jest pełno powtórzeń i błędów, ale nie chciałem zwlekać i tracić na aktualności, a ten film naprawdę mnie striggerował.