Postępowanie wobec niewierzących znajomych

  @asia
10.01.2026
Jak Państwo sobie poradzili ze swoimi niewierzącymi znajomymi, odkąd odkryliście Tradycję?

Od niedawna zaczęłam odczuwać poważne zgrzyty w relacjach ze swoimi niewierzącymi znajomymi o mózgach wypranych przez lewicową ideologię. Dodam, że te osoby wiedzą, że jestem wierząca i wcześniej podświadomie omijaliśmy tematy, które mogą nas poróżnić i kiedyś mi to wystarczało. Odkąd odkryłam Tradycję, widzę zbyt wiele różnic między nami.

Modlę się za nich, przyjmuję w ich intencji Eucharystię, staram się być dla nich wzorem do naśladowania, ale czy należy robić coś więcej? 

  1. Powinno się czekać na efekty Bożego działania, stopniowo się dystansować i nie reagować? Ale czy milczenie i brak reakcji na konkretne sytuacje nie jest grzechem?
  2. Czy należy drastycznie się od nich odsunąć (w celu m.in. zabezpieczenia swojej duszy przed ich wpływem)? Oczywiście naturalnie wychodzi, że spotkania z takimi osobami mnie zaczęły męczyć. Nie chce całkowicie ich zostawić, bo widzę, że mogę być w tym momencie ich jedynym wierzącym znajomym. Poza tym, te osoby są dla mnie ważne i chcę walczyć o ich duszę. Możliwe, że jest to naiwne podejście...
  3. Trzeba ich wprost upominać? Tu też pojawia się problem, bo ich myślenie jest naprawdę zdeformowane, a ja zawsze unikam konfliktów - nie czuję się gotowa na ostrą walkę kilka osób na jednego. 
    Od spowiednika novusovego usłyszałam, że nie należy ich upominać. Zamiast tego powinnam mówić, że jest mi przykro. Prawdopodobnie, w jakimś stopniu dotrze to do lewicowego rozumowania, ale nie czuję, żeby to było szczere rozwiązanie. To prawda, że jest mi przykro, ale to nie jest sedno problemu.

Pozdrawiam i proszę o wyrozumiałość dla świeżego tradsa.

Komentarze