Dlaczego tak trudno jest rozmawiać o tradycji katolickiej , jak wiele obraźliwych słów się pojawia przy okazji wpisów tradycyjnego katolika, ile wyzwisk i oskarżeń? Mało kiedy pojawiają się merytoryczne argumenty, a jeśli to tylko rzucane jakieś cytaty albo wersety z Biblii, przeważnie to epitety i różne oskarżenia. jakie są wasze doświadczenia? A może ktoś z przeciwnej strony wypowie się tutaj w tej sprawie?
Komentarze
W punkt!! Dokładnie tak też uważam. Jest to przykre ale i dla mnie budujące. Nigdy nie podążałem za "masami i trendami", ale od kiedy poznałem tradycję katolicką czuję, że odnalazłem to czego zawsze mi brakowało. A szukałem przez prawie 40 lat, teraz mam 41.
Nie wiem jak to na ogół wygląda w internecie, ponieważ przeważnie nie produkuję się w tym temacie. Jak już, czasem przedstawię swoją myśl/zdanie i nie wchodzę w dalsze dyskusje.
Natomiast rozmawiając z różnymi osobami twarzą w twarz niestety doświadczyłem, że ludzie po prostu nie chcą słuchać. Do tego dochodzi uniesienie emocjonalne, które również potrafi i mnie pochłonąć. Ostatecznie z takiej rozmowy nic nie wynika, zamienia się w kłótnię a co gorsza pozostają negatywne emocje wobec drugiej osoby, jeszcze gorzej jak jest to członek rodziny. Jak temu zaradzić??? Nie wiem :(
@jakubw: Rozmowa w cztery oczy często przynosi odwrotny skutek do zamierzonego. Dochodzę do wniosku, że najlepiej dawać sobą przykład i się modlić. Z dziećmi się łatwiej dyskutuje i tłumaczy wiele rzeczy niż z dorosłymi. W moim przypadku najgorzej, że żona nie praktykuje wiary, na szczęście moi mądrzy synowie idą w moim kierunku. Więc tylko przykład i modlitwa. Nie widzę innej drogi w większości przypadków.
Też mam takie wrażenie. Kiedyś słyszłem od pewnego księdza że nie ma sensu dyskutować o Bogu z ateistą. Bo to prowadzi przeważnie do nikąd. A można też doznać poważnego uszczerbku na własnej wierze. Zwłaszcza jak się to robi bez odpowiedniego przygotowania.
Pewien mój znajomy (nawiasem mówiąc świadek Jehowy) powiedział coś z czym się muszę zgodzić. Nie ma ludzi nie wierzących. Są dwie grupy wierzących. Jedni wierzą, że Bóg istnieje, a drudzy wierzą że Bóg nie istnieje. I ani jedni ani drudzy nie umieją sobie na wzajem udowodnić swoich racji. Jest tylko jeden ciekawy aspekt tej sprawy. Ja jako człowiek wierzący nie muszę sobie udowadniać istnienia Boga. Bo wtedy moja wiara zamieniłaby się w wiedzę. To tak jak z pewnym egzorcystą, który mówił że trochę żałuje że został tym kim jest bo od czasu gdy pełni usługę egzorcyzmów stracił wiarę, ponieważ on teraz nie wirzy w Boga tylko wie, że Bóg istnieje. A biedny ateista, który nie potrafi sobie udowadnić w sposób jednoznaczny i pewny, że Boga nie ma, żyje w nieustającym dysonansie poznawczym i nie chce się przed sobą do tego przyznać.
Zgadzam się, to znaczy jeśli chodzi o internet ogólnie. Na FB np katolik przyznający się do swojej wiary, jest zawsze chłopcem do bicia, jest nienawiść zajadłość a do tego wszystkiego że swoją wizją atakują cytatami świadkowie i protestanci. Natomiast ludzie chamscy i wulgarni nie są prawie wcale zauważani przez innych. Może prawda ich w oczy kole, przeszkadza im czuć się dobrze ze swoimi grzechami, które inni zagłaskują.