Szczęść Boże, sam jeszcze wchodzę w tematykę katolicyzmu, szczególnie tego tradycyjnego i chciałbym dopytać o perspektywę tradycjonalistów. Dlaczego tak wielu księży oraz ludzi związanych z nauczaniem Kościoła tak bardzo demonizuje (tylko) muzykę rockową? Np. obecnie czytam "Wychować człowieka szlachetnego" autorstwa Dariusza Zalewskiego i jeżeli jest w tej książce mowa o wpływie muzyki na młodzież, to ZAWSZE jest to muzyka rockowa. A co z resztą gatunków, takimi jak black metal lub witch house, które wprost nawiązują do satanizmu, czy nawet ten obecny mainstreamowy pop, który promuje chociażby promiskuityzm, dlaczego one nie są wymieniane? Wynika to z nieznajomości tematu, czy termin "muzyka rockowa" jest traktowana jako taki termin parasolowy na wszystko co nie jest muzyką odpowiednią dla katolika, czymkolwiek ona jest? A co z nurtem tak zwanego chrześcijańskiego rocka, on też jest nieodpowiedni i czy istnieją w ogóle jakieś wyjątki? Do pytania skłoniła mnie refleksja na temat muzyki słuchanej/używanej w filmikach na YT przez Grzegorza Brauna, ponieważ wiem, że jest on tradycjonalistą a mimo to słucha rocka (wywiad na kanale VinylShark TV).
Komentarze
Na tym filmie znajdzie pan wiele odpowiedzi na swoje wątpliwości https://youtu.be/-NwB7IyHT6c?si=3a5xUrSCzT-jGWw_