Najmniejsza apologia monarchii

25.12.2025

Msza tradycyjna jest kamieniem węgielnym cywilizacji łacińskiej.

Przez pryzmat Mszy możemy rozpatrywać wszelkie zagadnienia; Msza jest naszą najwyższą filozofią. W Jej świetle możemy rozpatrywać takżezagadnienia ustrojowe.

Otóż Msza w rycie klasycznym manifestuje hierarchiczny porządek rzeczywistości. Łaska nie neguje natury, zatem monarchiczny majestat, który jaśnieje podczas świętej liturgii, domaga się odpowiednika w organizowaniu ziemskiej społeczności. Możemy stwierdzić, że monarchia najlepiej odzwierciedla rządy Boże nad światem. Stopień zdziwienia, jaki powyższe zdania wywołują u statystycznego katolika, tylko pokazuje, jak bardzo oddaliliśmy się od principiów katolickich. Kwestia monarchii poprzez reformę liturgiczną została w Kościele zapomniana. Tymczasem mamy do czynienia ze sprawą wielkiej wagi. Ostatecznie pytamy siebie: Od kogo pochodzi władza? Od Boga czy od ludzi?

Pan Jezus jest Królem. Możemy zapytać: Od kogo pochodzi Msza? Od Boga czy od ludzi? Nie można nie zauważyć, że za kwestią polityczną, którą wielu chciałoby z uduchowioną miną odsprzedać Bestii, stoi wielka kwestia teologiczna. Sprawy Kościoła, który z ustanowienia Bożego nie jest demokracją, możemy rozważać per analogiam z upadkiem monarchii katolickich w Europie. W ten sposób rewolucja francuska staje się ważnym kluczem interpretacyjnym dla zrozumienia rewolucji soborowej.

Rzecz jasna, monarchia monarchii nierówna. Katolicki kontrrewolucjonista będzie bronił monarchii prawowitej wbrew uzurpatorom. Zagadnienie prawowitości jest zbyt obszerne w swej piękności i subtelności, abyśmy je tutaj szczegółowo rozważali. Historia magistra vitae.

Aby człowiek rządził drugim człowiekiem, potrzeba do tego Boskiego upoważnienia. Zwrócmy uwagę, że ta zasada monarchii katolickiej podkreśla harmonijnie najwyższą władzę Stwórcy, jak i wielkość człowieka jako stworzenia Bożego. Do władania drugim człowiekiem - i to w sposób ograniczony, a nie absolutny - trzeba mieć, że się tak wyrażę - certyfikat od samego Boga Wszechmogącego. Takim "certyfikatem" mógł się poszczycić król katolicki, król z Bożej łaski. Władza rodziców nad dzieckiem wyrasta z nadanego przez Stwórcę prawa natury, jak i z mocy sakramentu małżeństwa. Ojcowska władza biskupa również wyrasta z Bożego ustanowienia. Tymczasem siły rewolucyjne atakują sprawiedliwe i naturalne formy władzy, aby ustanawiać sztuczne, biurokratyczne, nieprawowite, absolutne i szkodliwe struktury władzy. Rewolucyjny dynamit został podłożony zarówno pod społeczność świecką, jak i sam Kościół święty. Kiedy król błądził i źle czynił, wszyscy wiedzieli, kto jest winny. W dobie kultu „papierologii” i ustawowej krzywdy człowiek nie widzi nawet twarzy krzywdziciela, ale mierzy się z jakąś anonimową ustawą.

Demokratyczna przemoc jest tysiąckrotnie gorsza od królewskiej, albowiem rozmywa odpowiedzialność, co potęguje okrucieństwo. Każdy zdrajca stanu wyjaśni sobie, że jest tylko trybikiem w państwowej machinie i jego łajdactwo sprawy nie pogorszy. Nikt nie odpowiada przed Bogiem i historią, ale przed zmanipulowanym motłochem.

O ile w dawnych czasach, moglibyśmy sobie wyobrazić demokrację jako zdrową i sprawiedliwą formę rządów, o tyle nowożytne demokracje powstały z nienawiści do katolicyzmu. Aktem założycielskim współczesnych państw jest zbrodnia, co najjaskrawiej okazuje się na przykładzie Francji i wspomnianej rewolucji francuskiej. Masoni musieli wpierw obalić monarchie katolickie, aby po usunięciu prawowitej władzy świeckiej z mocą dążyć do obalenia ostatniego Króla - Jezusa Chrystusa.

Dlatego katolicy sprawy monarchii nie powinni uważać za coś marginalnego. Niemniej nie o to idzie, aby szukać króla. Król jest Bożą łaską i w Polsce mógłby się pojawić tylko dzięki Tej, która jest pełna łaski.

We współczesnych czasach trzeba pracować szczególnie nad dwoma sprawami:


1. Poznawanie historii i rozwój edukacji domowej, co pozwoliłoby zminimalizować wpływ potwora państwowej edukacji i ogłupiającego przemysłu rozrywkowego.

2. Mozolne wprowadzanie do życia publicznego tematu monarchii jako czegoś, co nie jest objawem choroby psychicznej, ale realnością i racjonalnością.


Droga świętości zaminowana


Sprawa monarchii domaga się powrotu Mszy tradycyjnej.

Do osób, które wiele zrobiły dla ocalenia i podniesienia królewskiego sztandaru, należał Jean Raspail. Raspail był buntowniczym monarchistą i nieprzejednanym tradycjonalistą. Zmarł w 2020 roku, pozostawiając po sobie wiele książek.

Jako że układamy najmniejszą apologię monarchii, wspomnimy o dziełku Raspaila "Król zza morza". Okładka polskiego wydania zawiera lilię, którą ma ściąć trójkolorowa gilotyna. Cała książka została napisana w formie rad skierowanych do wyimaginowanego spadkobiercy francuskiej dynastii. Raspail zaświadcza o niechęci Kościoła współczesnego do monarchii i jakichkolwiek idei monarchicznych. Na koniec kilka cytatów z

dziełka, które polecamy.


Biskup Saint - Denis (bazylika jest jednocześnie katedrą) nieustannie podkreśla, że nie jest królewskim kapelanem, co - zważywszy na fakt, że jego siedziba znajduje się w królewskiej nekropolii - należy uznać za najzwyklejszą zdradę. Podczas mszy celebrowanych co roku w dniach 21 stycznia i 16 października za dusze Ludwika XVI i Marii Antoniny, z inicjatywy jednego z ostatnich rojalistów, biskup zawsze jest nieobecny. Gdy w 1993 roku obchodzono dwustulecie śmierci Ludwika XVI, za jego przykładem poszła większość biskupów Francji, z kardynałem - arcybiskupem Paryża na czele. Republika i Kościół odżegnały się od krypty Saint - Denis, zupełnie jakby te stosy kości zachowane tam były z czystej administracyjnej rutyny - niczym zakurzone archiwa. Wszystko to dyszy pogardą, obojętnością, zapomnieniem. I jest zasmucającym odbiciem niemal całkowitego zaniknięcia idei monarchii we Francji. (s.22)


Gdy tylko mocą władz swej duszy i inteligencji zdasz sobie sprawę z tego, że jesteś inny od reszty śmiertelników - nie za przyczyną dumy z urodzenia czy innej próżności, ale po prostu dlatego, że nadeszła Twoja kolej, by stać się wcieleniem królestwa - Twoje życie, Miłościwy Panie, stanie się w jakiś sposób nierealne, odwołuje się bowiem do tych uczuć, które nie są już podzielane przez nikogo (lub nielicznych - sam widzisz, że jestem optymistą).

I nie jest to nawet kwestia wiary. Idea królestwa jest niezależna od tego, czy się w nią wierzy, czy nie. Nieważne, ilu jest niedowiarków. Tego się nie waży i nie mierzy. Bóg to Bóg. Król to król.

Ty jesteś królem. Królem bez królestwa, królem bez ludu (Ludwik XIV mawiał "mój lud"), królem Francji. (...)

Król Francji jest królem - jak woda jest wodą, ogień ogniem - w woli Boga wyrażonej i potwierdzonej sakrą wszystkch bez wyjątku władców z Twego rodu, którzy byli przed Tobą. Nie jesteś panem swego losu, który nie powinien być dla Ciebie powodem do dumy ani do wstydu. Nie masz innego wyboru, jak tylko go przyjąć, a wszyscy inni winni Ci są wierność, nawet jeśli nigdy jej nie doświadczysz. Będąc dziś niczym, jesteś zarazem wszystkim. I musisz się z tym uporać, Miłościwy Panie. Ja tylko wskazuję na rzeczy oczywiste. Nie wolno tego zmienić ani o jotę. Z całej mojej duszy, w której wciąż tkwi jeszcze głęboka cześć dla tego, co święte, wierzę w Ciebie i w to, co sobą reprezentujesz. Niech zagrzmi werbel!

Świętość - oto istota rzeczy. Powinienem raczej napisać: oto cała historia.Bardzo Ci ona komplikuje życie. Bo to namaszczenie przez Boga, bardziej niż dziedzictwo rodu (choć jedno z drugim jest współistotne) czyniło królów Francji królami Francji. Po tym, jak ów szczególny pakt został dwukrotnie zerwany - raz przez zamordowanie Ludwika XVI i drugi - przez abdykację Karola X (sakra obu królów odbyła się w Reims), próbowano znaleźć coś innego, co zastąpiłoby owo tysiącletnie "z łaski Boga". I znaleziono - to coś zwie się wolą ludu. Widzieliśmy, jaki to dało efekt i w jaki sposób w 1848 roku wola ludu pozbyła się Ludwika Filipa pierwszego i ostatniego. Nie mogąc być królem Francji, chciał on być królem Francuzów - w "najlepszej z Republik", jak w 1830 roku drwiąco zauważył La Fayette. Nie sądzę, by coś takiego mogło Cię spotkać, ale gdyby jednak, czysto hipotetycznie, ktoś Ci kiedyś złożył taką propozycję, nie wahaj się, Miłościwy Panie, i odmów - to oszustwo! Jeśli nie będzie w tym Boga, odmów! To nie Twoje powołanie. W tym kraju, gdzie pojęcie świętości władzy zostało całkowicie wymazane, na pierwszą publiczną wzmiankę o Bogu (a jakże Ty, król Francji, mógłbyś przemilczeć Boga?) na ulicę wyszedłby milion manifestantów, prowadzonych przez pięciuset deputowanych przepasanych trójkolorową szarfą, delegacje związków zawodowych i rozmaitych innych instytucji, a na dodatek kilku biskupów z hasłami świeckości państwa i prawami człowieka na ustach - prawami, których człowiek nie otrzymuje już od Boga, ale sam je sobie przyznaje, co pewnego dnia srogo się na nim zemści - nawet jeśli miałby na to czekać do dnia Sądu Ostatecznego. Więc jak? Nie ma Boga? Nie ma króla? (s. 30 - 33)


Coraz częściej i nazbyt łatwo mówi się o "powrocie ku świętości" tej nieco szlachetniejszej (w każdym możliwym sensie tego słowa) części młodzieży. I choć można by przypuszczać, że i Ty mógłbyś czerpać z tych nowych pokładów wiary, to jednak nie sądzę, by znalazło się w nich dla Ciebie miejsce. A nawet gdyby tak było, to z pewnością możesz liczyć na księży, biskupów oraz komisje, komitety i konferencje Kościoła, który "jest we Francji" po to, by zdusić w zarodku tego typu uczucia. Świętość to ich domena. Roztrzaskawszy ją i porzuciwszy na zimnych płytach naszych kościołów, teraz, ku powszechnej radości, próbują złożyć ją w jakąś sobie tylko wiadomą całość w taki sposób, że rekonwalescentka w niczym już nie przypomina siebie z przeszłości i nie mogłaby mieć z Tobą, Miłościwy Panie, nic wspólnego. (s. 44)


Bo tak naprawdę, oni Cię nie kochają. I choć niemal cały kler i biskupi Francji uważają Twoją osobę za niewartą uwagi, to drażni ich ta resztka Boskiego namaszczenia, które na Tobie spoczywa. Powiedziałbym nawet, że ich szokuje. Chętnie oskarżyliby Boga o zapędy antydemokratyczne. Skoro Bóg wycofał się we Francji ze sprawowania władzy, to oni nie mają najmniejszej ochoty oglądać Go tutaj z powrotem, niezależnie od formy - od króla, a nawet mglistej nadziei na króla poczynając. Wymazują zatem nawet jego wspomnienie. 21 stycznia 1993 roku tylko czterech biskupów zgodziło się osobiście odprawić we własnej katedrze uroczystą mszę za Ludwika XVI. Byli to: kardynał Eyt w Bordeaux, Jego Ekscelencja Roll w Angouleme, Jego Ekscelencja Thomas w Wersalu i Jego Ekscelencja Honore w Tours. Autor niniejszego tekstu został zbesztany, jak jeszcze nigdy w życiu, przez Jego Ekscelencję kardynała Lustigera, kiedy miał czelność za pośrednictwem prasy zwrócić się do niego z prośbą o odprawienie mszy za króla w paryskiej katedrze Notre - Dame. Pozostali hierarchowie po prostu symulowali chorobę. A przecież chodziło tylko o pamięć. A teraz wyobraź sobie, Miłościwy Panie, że pewnego dnia stajesz przed nimi jako prawdziwy pretendent do tronu, "król arcychrześcijański", jak niegdyś zwano naszych władców, podkreślając tysiącletnią więź monarchii francuskiej z Kościołem, której suweren przysięgał strzec i bronić. Wtedy dopiero zobaczyłbyś, w jakim popołochu czmychaliby nasi biskupi. I wyobraź sobie jeszcze (to, rzecz jasna, tylko marzenia), że masz zwolenników, którzy tworzą cały ruch - otóż przepowiadam Ci, Miłościwy Panie, natychmiastowe potępienie go przez Konferencję Episkopatu. Bo francuski Kościół katolicki wspaniale dopasowuje się do Republiki. Republika uwolniła go od części władzy, a on przyjął to z ogromną ulgą. Wybrał już swój obóz. Sam się zlaicyzował. I trudno mu to mieć za złe. Teraz może poświęcić resztki swoich sił na "zarządzanie", lepsze lub gorsze, sześcioma milionami (w najlepszym razie) swoich wiernych. To nie jest i nigdy już nie będzie Kościoł zbuntowany. Zdecydował (a cóż mogł innego zrobić?), że Francja już nie jest chrześcijańska, że "najstarsza córa Kościoła" przywdziała czapkę frygijską, którą noszą teraz nawet katolicy, od tych najgorliwszych, którzy niegdyś byli Twoim naturalnym zapleczem, poczynając.

Odtąd uczucia religjne oddalają Francję od idei monarchii. I nawet gdyby, wbrew wszelkim oczekiwaniom, ponownie stała się ona chrześcijańska, to ów tak Ci niechętny chrystianizm dwudziestego pierwszego wieku zagrodziłby Ci drogę. Obawiam się, że nikt już dziś nie zaśpiewa "Domine Salvum Fac Regem". Mosty zostały spalone, Miłościwy Panie. Droga świętości zaminowana. Ty zostałeś po drugiej stronie, zupełnie sam.( s. 45 - 47)


Od stu pięćdziesięciu lat Republika robi porządek z symbolami. Dziś ta republikańska czystka znacznie przyspiesza, nawiązując do sekciarskich metod ze swych początków. Znowu jesteśmy świadkami powszechnego i uporczywego zastępowania słowa Francja słowem Republika. Proszę tylko posłuchać naszych polityków, od premiera poczynając. (s.53-54)


Republikańska i obywatelska koncepcja rodziny, sprowadzająca się do kilku ciosów nożem w plecy, nie może być nazwana francuską, bo sama w sobie jest zamachem na nienaruszalność francuskiej rodziny. (s. 56)


Każdego 21 stycznia niektórzy z nich pomyślą przez chwilę o Ludwiku XVI (kult przodków), ale rzadko o jego żyjącym dziedzicu. (s.74)


A Republika to nie Francja. Nawet jeśli się na nią patrzy wyłącznie od strony jej przymiotów, to jest ona tylko małym fragmentem, krótką chwilą Francji. Ty byłeś w niej na wiele setek lat przed tą chwilą, a gdy ona nadeszła, zostałeś odrzucony. Czy tak już zostanie? A może istnieje jakaś nieskończenie mała szansa, byś w taki czy inny sposób znowu podjął swoją wędrówkę? Trzeba tylko zachować czystość... (s.85)


A jednak, gdy w dawnych czasach król Francji spinał konia i rzucał się w wir walki, w narzuconej na zbroję błękitnej tunice usianej kwiatami lilii, która była widomym znakiem, że oto sam król bierze udział w bitwie, otaczający go rycerze gotowi byli oddać życie, by go chronić. Król był z nimi. Ryzykował życie. A poddani ryzykowali swoje dla niego. Tak stanowiły feudalne więzy, z których narodził się nasz kraj. (s.185)


To wszystko nie ma znaczenia, Miłościwy Panie, skoro nie istniejesz. Czasem wyobrażam sobie, że spoczywasz w szóstym grobie ciemnej krypty bazyliki Saint - Denis. Stoi tam parami sześć grobów w jednym rzędzie. Pierwszy należy do króla Ludwika XVI. Drugi, tuż obok, do Marii Antoniny. Dalej leży król Ludwik XVIII i Ludwik VII, krzyżowiec drugiej krucjaty, którego szczątki sprowadzono z opactwa Barbeau, niedaleko Melun. W końcu, w piątym spoczywa królowa Ludwika Lotaryńska, żona zamordowanego Henryka III. Na szóstym nie ma żadnego napisu. Unosi się nad nim tajemnica. Zagadka. Każdy zadaje sobie pytanie, po co ten grób? Na kogo czeka? Bo ten ostatni królewski grób jest pusty. Spoczywamy w nim my wszyscy, niepocieszeni. (s.187)


Jeszcze słowo, Miłościwy Panie.

Czytając to, co napisałem, można by sądzić, że należysz do przeszłości. Czyż jednak, przeciwnie, nie zapowiadasz przyszłości? Może w konfrontacji z postępującym, nowym "porządkiem" świata reprezentujesz obowiązek walki...

(powyższe cytaty oraz numery stron są podane z książki:

Jean Raspail, Król zza morza, Wydawnictwo Dębogóra

https://tedeum.pl/pl/p/Krol-zza-morza/1717 )

Komentarze